POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 4 (2229) z dnia 2000-01-22; s. 61

Społeczeństwo / Prawo

Aleksander Chećko

Wina nieboszczyka

Obrona konieczna przysługuje obywatelom, nie policjantom

Sąd skazał emerytowanego pułkownika, który śmiertelnie postrzelił uciekającego włamywacza na parkingu. Policjant w centrum Warszawy zabójczo skuteczną serią definitywnie powstrzymał szarżującego nań złodzieja samochodowego. Oba przypadki, choć mają odmienny wymiar prawny, łączy pytanie o granice obrony koniecznej obywateli i o zakres uprawnień policjantów.

Pogląd, iż bandyta, który staje się ofiarą w wyniku własnej agresji, sam ponosi za to winę, bliski jest nie tylko obywatelom, funkcjonariuszom, ale także Sądowi Najwyższemu i polskiej doktrynie prawnej. Mamy prawo bronić się przed napaścią. Teoretyczne normy kodeksu i najbardziej uczone glosy do wyroków (w podobnych, ale nigdy w identycznych sprawach) nie stanowią jednak tak naprawdę o decyzjach, które wielu z nas musiałoby podjąć błyskawicznie stając oko w oko z napastnikiem.

Na ulicy: w nogi

Większa dostępność broni palnej dla obywateli, wynikająca ze znowelizowanej w ub.r. liberalniejszej ustawy, tylko pozornie służy poprawie bezpieczeństwa. Żaden przeciętny mężczyzna (nawet po wojsku), który idąc wieczorem na spacer z psem zabierze legalnie posiadany rewolwer, nie będzie w stanie wydobyć go spod marynarki w momencie szoku wynikającego z autentycznego zagrożenia. (Panowania nad stresem, bo jego eliminacja jest niemożliwa, latami uczą się funkcjonariusze jednostek specjalnych). Najprawdopodobniej więc obywatel postrzeli się sam sięgając po broń lub przyspieszy egzekucję ...