POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 2 (2175) z dnia 1999-01-09; s. 60-61

Społeczeństwo

Mariusz Urbanek

Winni? Niewinni?

Wystawa miała trwać trzy tygodnie. Tymczasem wisi we wrocławskim Arsenale od trzech miesięcy, od dawna już żyjąc własnym życiem. Kilka dni przed Wigilią były prokurator wojskowy, a od dziesięciu lat obrońca, został skreślony z listy Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu. W tym samym dniu dwaj prokuratorzy Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu, prowadzącej śledztwo w sprawie stalinowskich morderstw sądowych, zostali przez Hannę Suchocką odwołani z pełnionych funkcji.

Mecenas Edward Gomulski został skreślony z listy adwokatów za "sprzeniewierzenie się elementarnym zasadom uczciwości i sumienności, koniecznym do wykonywania zawodu prawniczego" - głosi uzasadnienie. Sprzeniewierzenie miało miejsce w 1951 r. w Rzeszowie, gdy ówczesny podporucznik Gomulski, zastępując prokuratora oskarżającego w sprawie Mariana Kocaja ps. Klin, oskarżonego o trzy morderstwa i przynależność do "zbrodniczej" Ludowej Straży Bezpieczeństwa, zażądał dlań kary śmierci. Sąd uniewinnił Kocaja z zarzutu przynależności do LSB, ale skazał go na śmierć za pozostałe zarzuty, zamieniając na podstawie amnestii wyrok na 15 lat więzienia. Kocaj wyszedł z więzienia po pięciu latach, w 1956 r. Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej Wojciech Krzysztoporski mówi, że 13 adwokatów zajmowało się sprawą Gomulskiego przez cztery godziny. O godzinę dłużej niż trwała rozprawa, podczas której Gomulski oskarżał Mariana Kocaja. - Zadecydował fakt, że pan Gomulski wniósł o wyrok śmierci dla oskarżonego nie znając akt sprawy - tłumaczy mec. Krzysztoporski.

Edward Gomulski mówi, że nie ma ...