POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 24 (2558) z dnia 2006-06-17; s. 107

Pilch

Jerzy Pilch

Wirtuozi nizin

Jako chyba jedyni w Wiśle wywiesiliśmy z matką tryumfalny sztandar: „Polska 2006”, teraz (piszę ten felieton nazajutrz po pierwszym meczu biało – niech ich jasna krew zaleje – czerwonych) oboje cichcem kombinujemy, jak bez ujmy na honorze zwinąć ten proporzec klęski i przestać się błaźnić przed miejscowymi, powściągliwymi, nie tylko pod względem piłkarskim, lutrami.

Grubo przed turniejem zdarzyło mi się publicznie powiedzieć: „Niech tak nie daj Boże do przerwy będzie 1:0 dla Ekwadoru, to pa, pa”. Nie dla pychy własnego profetyzmu cytuję samego siebie, ale by dobitnie oznajmić, iż w taki właśnie sposób wspierających mój proroczy dar reprezentantów kraju mam w głębokiej – powiedzmy – wzgardzie. Tak jest, do przerwy było 1:0 dla Ekwadoru, po przerwie – jak powszechnie wiadomo – drugie tyle. Ekwadorscy czarni Indianie, o których opowiadano, że grać potrafią tylko u siebie na wielotysięcznych wysokościach, zeszli z gór i sprawili schludny łomot naszym wirtuozom nizin.

Jak się skończy – było widać od początku. ...