POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 33 (2363) z dnia 2002-08-17; s. 76-77

Społeczeństwo / Ludzie

Barbara Pietkiewicz

Wisząc na dziadku

Bóg raczy wiedzieć, z czego żyją. Urodzić się dziś we wsi Smarzewo lub Ruda Komorska, to jakby dostać się do zaklętego kręgu. Tutaj uczysz się jednego: jak uczepić się renty.

Sroczyńscy mieszkają w domku przy drodze we wsi Smarzewo na Kujawach. Najstarszy z rodziny, Henryk, przepracował zdrowe lata przy budowie dróg. Rano wychodził do pracy. W domu czekała żona Felicja: odwieczny porządek rzeczy między mężczyzną i kobietą, który teraz zanika.

Ich córka Maria nigdzie nie pracuje. Ma wykształcenie podstawowe. Leczy się na nowotwór. Jej mąż, malarz budowlany, czasem wychodzi na dorywcze roboty.

Trzech synów Marii, a wnuków Henryka i Felicji, nie pracuje. Jeden jest stolarzem. Jest w ich okolicy wielu, co wskazuje, że działa tu blisko szkoła zawodowa, która produkuje bezrobotnych takiej specjalności. Mało tego, istniała tu w pobliżu czas jakiś społeczna szkoła zawodowa. Ludzie płacili za kształcenie swych dzieci na bezrobotnych. Drugi syn Marii, a wnuk Felicji, ma padaczkę poalkoholową. I z tego powodu rentę. To na niego babcia Felicja przepisze dom, bo jest chory. Trzeci syn Marii, bez zawodu, też nie pracuje. Żona po szkole zasadniczej, choć nie po żadnej obróbce skrawaniem albo innym ślusarstwie, lecz o ...

Tagi

wieśbiedaSmarzeworenty