POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 22 (2860) z dnia 2012-05-30; s. 68-69

Nauka

Jacek Żakowski

Witajcie w przyszłości

Pisanie szybkich dziennikarskich książek to jedna z trudniejszych dyscyplin sprinterskich. Łatwo w niej ponieść klęskę, zapominając, że nie wystarczy dobiec we właściwym czasie – trzeba też donieść do mety porcję wiedzy i inspiracji pomocnych w zrozumieniu świata. Edwin Bendyk, autor „Buntu sieci”, dał radę.

Zaledwie sto dni minęło od wybuchu afery wokół ACTA, a na czytelniczym stole dymi przed nami gorący i treściwy, gotowy do konsumowania „Bunt sieci”. Interpol i polskie tajne służby jeszcze wyłapują Anonymusów, którzy organizowali ataki na systemy komputerowe władzy, by zablokować ACTA. Policja jeszcze przesłuchuje actawistów, którzy skakali na styczniowym mrozie. A Edwin Bendyk już napisał książkę, w której tłumaczy, dlaczego zamiast represjonować, władze – zwłaszcza polskie – powinny ich nagradzać.

Gdybym był prokuratorem generalnym, szefem ABW, komendantem policji, kazałbym swoim ludziom przez dzień zostać w domu, żeby przeczytali „Bunt sieci”. Bez tego nie zrozumieją, czym się właściwie zajmują. Gdybym był szefem partii, kazałbym partyjnym kolegom przedyskutować „Bunt sieci” rozdział po rozdziale. Nie dlatego, że sprzeciw wobec ACTA jest sam w sobie jakimś zasadniczym problemem. W Polsce i w Europie mamy gorętsze kłopoty. Ale dzięki Bendykowi czytelnik może zrozumieć, że żadnego poważnego problemu nie da się w miarę trwale rozwiązać, jeśli się czegoś nie zrobi z ...