POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 8 (2181) z dnia 1999-02-20; s. 34-35

Świat

Farida Kuligowska

Witajcie w złych czasach

Idą przez lasy i góry; krajobraz Rudaw niewiele różni się od Kosowa. - Wielu tych ludzi - mówi niemiecki strażnik graniczny - przywykło do chodzenia kilkunastu kilometrów na targi czy jarmarki. Przejście z Czech do Niemiec to dla nich fraszka. Droga do raju prowadzi przez Zittau, miasto niezbyt piękne, przypominające Nową Hutę. Ale dla Kosowian to i tak o wiele lepsze od tego, co pozostawili za sobą.

Halim jest Albańczykiem i twierdzi, że zna się na Bałkanach. Wie, że być może wkrótce tysiące jego rodaków będą próbowały uciec przed pożogą. Porozumienia z Polską i Czechami są wyraźne. To są tzw. kraje bezpieczne i każdy, kto ubiega się o azyl, powinien tam pozostać, a nie próbować przedostać się do Niemiec. Ale Halim jest przekonany, że dostanie azyl: - Jeśli wybuchnie wielka wojna, a przecież nie ma gwarancji, że rozmowy w Rambouillet zakończą się sukcesem, Niemcy nie będą mogli odmówić nam gościny, odesłać nas pod kule. Nawet jeśli, jak Halim, dostali się do Niemiec nielegalnie.

Dziennikarz z Prisztiny Jusuf Buxhovi, który mieszka w Niemczech, przyznaje Halimowi rację. - Już wkrótce nie będzie można odsyłać Albańczyków do domu. Wielu otrzymało tzw. Duldund, okresowe pozwolenie pobytu. W Niemczech przebywa 400 tys. kosowskich Albańczyków: 100 tys. z nich mieszka tutaj od dawna i pracuje legalnie. Reszta chce azylu. Szacuje się, że tylko 3 proc. go otrzyma, ale i tak lepiej tkwić w zawieszeniu, niż żyć w zagrożeniu. Dlatego uchodźców ...