POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2012-02-01; Niezbędnik Inteligenta Plus [06]. Trzęsienie kapitalizmu, czyli jak zaczął się kryzys i czym się skończy; s. 78-81

Trzęsienie kapitalizmu. Społeczeństwa w kryzysie

Ewa Winnicka

Witajcie w życiu pozagiełdowym

Jest jesień 2008 r. W Londynie tysiące niedawnych krezusów z sektora bankowego, średnia wieku ok. 28 lat, straciło właśnie pracę, wielotysięczne zarobki, snobistyczny styl życia i reputację. Zaczynają sprzątać po nich syndycy masy upadłościowej, średnia wieku ok. 28 lat. Oto zapis na żywo z pierwszych dni kryzysu.

Koledzy Moniki Fairfax z działu analiz rynków wschodzących londyńskiego Citi Banku zaczęli znikać w drugiej połowie września 2008 r. To odbywało się tak: najpierw w kieszeni odzywał się sygnał blackberry’ego. Kolega mówił do telefonu: „Cześć Jane, nie ma sprawy, zaraz zajrzę”. Często nie pojawiał się na górze, choć na wieszaku ciągle wisiał jego płaszcz. Po godzinie jego służbowa komórka powtarzała komunikat, że numer jest nieprawidłowy. Następnego dnia z biurka znikały rzeczy.

W tydzień po pierwszych zniknięciach ludzie zaczęli panicznie bać się niespodziewanie dzwoniących telefonów. – Jeśli wtedy nie powyskakiwaliśmy przez okna, to dlatego, że nie potrafiliśmy ich otworzyć – żartują, gdy zbliża się trzecia runda zwolnień, do czego wszyscy, którzy przetrwali, zdążyli się przyzwyczaić. – Szefom chodzi o cięcie kosztów. Ale jeszcze bardziej o psychologiczny komunikat dla inwestorów: patrzcie, to jest nasza zdecydowana odpowiedź na kryzys – tłumaczy Monika.

W 2007 r. ceny akcji Citi Group zwyż...