POLITYKA

Poniedziałek, 25 czerwca 2018

Polityka - nr 5 (3146) z dnia 2018-01-31; s. 20-22

Polityka

Jakub Bierzyński

Wizerunek dla każdego

W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami tego, jak Jarosław Kaczyński wykonuje spektakularny zwrot przez sztag, próbując z pozycji rewolucyjnych, bliskich prawicowym, narodowo-katolickim, konserwatywnym radykałom, przesunąć swą formację do centrum sceny politycznej.

W związku z tymi posunięciami nasuwają się pytania: czy mają szanse powodzenia? Czy centrowy elektorat może po raz kolejny zaufać zretuszowanemu wizerunkowi partii rządzącej? Jakie mogą być skutki takich „ocieplających” manewrów?

W wymiarze strategicznym cel Jarosława Kaczyńskiego jest jeden: maksymalizacja osobistej władzy. Paradoksalnie za tym stwierdzeniem nie stoi próba przypisania mu złych zamiarów. Wierzy on bowiem głęboko, podobnie jak inni autorytarni władcy, w swą nieomylność i słuszne intencje. Nie ufa ludziom. Ci myślący inaczej albo się mylą (głupcy), albo oszukują (egoistyczne kanalie). Prawda jest jedna i on jest jej depozytariuszem. Narzędziem naprawy państwa jest rewolucja kadrowa.

To myślenie kategoriami oświeconego władcy. Prawicowi autorytaryści pokroju Orbána, Putina, Kaczyńskiego czy Erdoğana są zajadłymi wrogami biurokracji i wszystkiego, co ona reprezentuje: przewagi reguł prawa nad osobistą wolą wodza, zaufania nad kontrolą.

Kaczyński po prostu nie wierzy w ład społeczny oparty na regułach zamiast woli i partykularnych interesach jednostek. Stąd przekonanie o materialistycznych motywacjach ludzi. Stąd niechęć do instytucji. Rewolucja PiS podważa fundamenty państwa prawa z rozmysłem, dysponując ideologicznym uzasadnieniem tego procesu: nie ma ludzi bezstronnych i wszyscy kierują się prywatnym interesem. To darwinowska wizja stosunków społecznych, gdzie silny pasie się kosztem słabszego, a instytucje i prawa są kształtowane według interesów tych, którzy władzę aktualnie sprawują. Stosunki społeczne są grą o sumie zerowej. Wygrać można wyłącznie kosztem przeciwników. Relacje międzyludzkie opierają się na zasadzie dominacji i podległości. Albo dominujesz, albo służysz.

Tylko władca prawdziwie oświecony, dysponujący absolutną władzą i kontrolą, w swej istocie dobry i nieprzekupny, stojący ponad prawem, bo posiadający wyjątkową osobowość zaprzeczającą prawdziwej naturze człowieka, a więc asceta, skromny i całkowicie altruistyczny, który swą nieograniczoną władzę będzie sprawować dla dobra innych, tylko on może ustanowić ład oparty na prawdziwej sprawiedliwości, solidarności i jedności celu, czyli służbie wspólnemu dobru. Jest to wizja głęboko anachroniczna nie tylko w formie sprawowania władzy, ale przede wszystkim w swych ideologicznych korzeniach.

Za ile punktów?

Ustanowienie nowego ładu jest ostatecznym celem Jarosława Kaczyńskiego. Warunkiem – absolutna władza. Kaczyński – nieracjonalny w wyborze celu – jest doskonale racjonalny i elastyczny w doborze środków służących jego realizacji.

Od początku zdawał sobie sprawę z wad własnego wizerunku i nieprzystosowalności swej wizji politycznej do warunków współczesnej europejskiej demokracji. Dlatego nie wahał się wykazać najdalej idącą elastyczność. Schował w głębokim cieniu własną osobę wraz z najbardziej niepopularnymi politykami najbliższego otoczenia. Do wyborów wystawił osoby, których wizerunek i program polityczny były wynikiem pracy profesjonalistów od wizerunku i prowadzenia kampanii wyborczej. Wytycznych trzymał się z żelazną dyscypliną. Przed wyborami był konsekwentny, skupiony, niebywale zdyscyplinowany.

Zadawał doradcom jedno pytanie: ile punktów nam to przysporzy? Otrzymawszy odpowiedź, decydował: „Panowie, róbcie”. I tyle. Dla każdego spin doctora taki zleceniodawca to marzenie. Beata Szydło i Andrzej Duda to doskonałe produkty spin doctorów. Ona: typ prowincjonalnej idealnej matki Polki z ambicjami i synem księdzem w tle. Dobra sąsiadka. Nie panoszy się. Do dzisiaj robi sama zakupy w gminnym sklepie. Pozdrawia sąsiadów. On: w formule „idealny zięć”. Przystojny, spokojny, uśmiechnięty, bardzo grzeczny. Oboje w nieskończoność powtarzali napisany w sztabie przekaz dnia. Ona: Polska dla zwykłych ludzi. Damy radę! On o wspólnocie i o tym, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Manewr okazał się skuteczny. Beata Szydło i Andrzej Duda królują w sondażach popularności. PiS wygrał obie elekcje.

Czy można mieć pretensje o to, że polityk dojrzały zastosował najprostsze narzędzia taktyki i strategii wygrywania wyborów? Niezdarność opozycji nie usprawiedliwia zarzutów o manipulacje. Bowiem z punktu widzenia PiS nie była to żadna manipulacja, ale po prostu nowa strategia. Fasada została zmieniona, ale treść programu, główne hasła, z jakimi PiS szedł do wyborów – nie. Obóz władzy spełnił podstawowe obietnice. Pakiet socjalny stał się faktem. Obniżono wiek emerytalny. Ruszyła wymiana elit. Ludowe resentymenty – „przywrócenia” sprawiedliwości, rewanżu na elitach, symbolicznego poniżenia establishmentu i docenienia zwykłego człowieka, choćby za pomocą tanich chwytów, jak dominujący przekaz popkulturowy w TVP, zostały spełnione. Elektorat prawicy nie czuje się oszukany manewrem zmiękczania wizerunku. Wręcz odwrotnie. Beata Szydło dwa lata była „naszą panią premier”. Andrzej Duda ostatnio wykazuje nawet inicjatywę polityczną, wypełniając treścią swoje tytularne dotąd stanowisko.

Nic dziwnego, że dwa lata po wyborach notowania partii rządzącej są nieco powyżej wyniku wyborczego. [pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Jakub Bierzyński – socjolog, przedsiębiorca, publicysta. Prezes domu mediowego OMD, a także jeden z założycieli SMG/KRC Poland (dziś Millward Brown), największej w Polsce agencji badań rynkowych.