POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 32-34

Człowiek 2.0

Paweł Walewski

Wizje, które leczą

Dr Agnieszka Gaczkowska o tym, co medycyna zawdzięcza wizjonerom

Paweł Walewski: – Wierzy pani, że życie człowieka stale się będzie wydłużać?
Agnieszka Gaczkowska: – Ludzki mózg jest ponoć zaprogramowany na działanie przez 150 lat. Ale gorzej z resztą narządów, które pracują w ramach znacznie krótszej gwarancji. Oczywiście na starzenie najpierw wpływają czynniki środowiskowe, a więc dieta, aktywność fizyczna, styl życia, zaś – zdaniem gerontologów – mniej więcej po szóstej dekadzie decydujące zaczynają być geny. Ale kto powiedział, że nie da się w jakiś sposób ich modyfikować i dzięki temu naprawiać zużytego organizmu innymi metodami, niż potrafimy to robić obecnie?

Jest pani lekarką marzycielką czy raczej twardo stąpa po ziemi?
Może gdybym nie wyjechała do Doliny Krzemowej w Stanach Zjednoczonych, gdzie miałam szczęście przyjrzeć się z bliska, jak wyglądają nowe technologie i jak olbrzymie może być ich zastosowanie we współczesnej medycynie, nie zakochałabym się w futurologii. Jej urok polega na tym, że nie ma granic. Jestem przekonana, że przepis na nieśmiertelność ludzie będą zawdzięczać wizjonerom. Zobaczy pan: wiele rzeczy, które oglądaliśmy w filmach s.f., wejdzie wkrótce do praktyki.

Na przykład?
Magazynowanie danych w genach – obecnie eksperymentuje w tej dziedzinie nawet Microsoft. Następnie, wykorzystywana już przez badaczy, technologia CRISPR/Cas9, która – mówiąc w skrócie – polega na wycinaniu i podmienianiu genów w wybranych miejscach DNA. Nanoroboty. Inteligentne leki celujące w komórki rakowe. Precyzyjne urządzenia pozwalające wycinać z organizmu milimetrowe struktury bez rozcinania skóry. Drukarki 3D, z których korzystają chirurdzy przed wyjątkowo skomplikowanymi operacjami, chcąc rozeznać się w topografii narządów – otrzymane trójwymiarowe modele dają świetny wgląd w przebieg naczyń krwionośnych, ale już przecież słychać, że wkrótce będzie można w ten sposób drukować z biomateriałów organy zdatne do przeszczepów. To wszystko przybliża nas do skutecznego leczenia wielu śmiertelnych chorób.

Ale ja czekam na technologie, które mogłyby uwolnić ludzi od wszystkich schorzeń.
Czyli pan czeka na cud. Nie, nie, choroby nowotworowe raczej nie znikną, tylko my będziemy potrafili rozpoznawać je wcześniej i leczyć z lepszymi efektami. Udary mózgu i zawały serca również będą się ludziom przytrafiać, ale łatwiej je będzie można przewidzieć, aby zminimalizować ryzyko najgroźniejszych powikłań. Przed cukrzycą ludzkość też się nie obroni, choć stanie się ona chorobą przewlekłą bez przykrych konsekwencji. W dalszej perspektywie pewnie będzie można tak zaprojektować geny, aby wiele chorób nie wystąpiło w ogóle. Mam na myśli zwłaszcza schorzenia neurologiczne oraz pojawiające się u małych dzieci, związane z dziedziczeniem wadliwych fragmentów DNA.

Chce pani powiedzieć, że medycynę zrewolucjonizujemy wyłącznie metodą małych kroków?
Ci, którzy wymyślili tomograf komputerowy, rezonans magnetyczny i laser, bez których nie wyobrażamy sobie współczesnej diagnostyki, także należeli kiedyś do wizjonerów.

Spotkała pani wielu takich w Dolinie Krzemowej?
Tam nikt bez wyobraźni raczej się nie wybiera, bo wie, że długo miejsca nie zagrzeje. Spotkałam Raya Kurzweila, który jest wielkim entuzjastą sztucznej inteligencji, mającej według niego duże szanse na przewyższenie intelektu ludzi. On wierzy, że za 20–30 lat będzie możliwe zespolenie z nią ludzkiej myśli. Ba, ma nadejść epoka uduchowionych, obdarzonych świadomością maszyn. Będziemy zdolni do symulowania funkcji mózgu za pomocą komputera. Widziałam takie projekty medyczne oparte na robotach chirurgicznych, że zapierało mi dech.

Czy podczas studiów medycznych w Polsce kiedykolwiek się pani o czymś takim uczyła?
Nikt nam o robotyce nawet nie wspomniał, ale skończyłam medycynę w 2008 r. Nie uważam, że nasz system kształcenia lekarzy jest zły, bo znam wielu absolwentów z Polski, którzy nostryfikowali dyplomy na wymagającym rynku amerykańskim i radzą tam sobie świetnie w różnych specjalnościach. Mam zastrzeżenia do podyplomowego systemu szkolenia lekarzy w Polsce – on jest bardzo konserwatywny i nie pozwala młodym lekarzom rozwijać skrzydeł: mają uczyć się w Polsce, na udział w konferencjach zagranicznych przyjdzie czas po zdobyciu specjalizacji. Dlatego trzeba mieć dużo zaparcia i na początek sporo własnych pieniędzy, by kształcić się za granicą, jeździć na kursy, poznawać nowe technologie – mało kto w Polsce na razie je docenia.

W Dolinie Krzemowej łatwiej zostać młodym odkrywcą? I szybciej się doczekać wdrożenia swojego wynalazku?
Tam kupuje się idee, pomysły. Utalentowany przedsiębiorca przychodzi do inwestora, oznajmiając, że jego start-up zapewni rozwiązanie jakiegoś problemu, po czym wychodzi z solidnym dofinansowaniem na zalążkową fazę. Tyle że sukcesem okazuje się jeden projekt na tysiąc. Wbrew pozorom ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Co to jest telemedycyna?

Nawet zagorzali przeciwnicy uprawiania medycyny bez bezpośredniego kontaktu z pacjentem muszą przyznać, że niezależnie od tradycyjnej zasady, w myśl której nie wolno rozpoznawać choroby, nie badając chorego, współczesna ochrona zdrowia nie może obyć się bez innowacji. A największa rewolucja następuje dziś w sferze wymiany informacji i przesyłania danych.

Telemedycyna nie jest zupełnie nową ideą. W Australii już na początku ubiegłego stulecia za pomocą prymitywnych nadajników i odbiorników radiowych napędzanych przez rowerowe dynamo można było bez trudu porozumieć się ze specjalistą w nagłych przypadkach.

Dziś szpitale, gabinety lekarskie, a nawet karetki pogotowia wyposaża się w infrastrukturę telekomunikacyjną, która przyspiesza diagnostykę, ogranicza koszty związane z transportem, pozwala lepiej zaplanować leczenie. Dzięki tej „medycznej infostradzie” lekarze wykorzystując systemy interaktywnej telewizji (do czego w zasadzie sprowadza się idea telemedycyny), mogą błyskawicznie na bieżąco monitorować stan zdrowia pacjentów będących we własnych domach albo szybko wymieniać spostrzeżenia między sobą. A lekarz z wiejskiej poradni może poprosić o telekonsultację specjalistę z najodleglejszego zakątka świata.

Przeprowadza się je także np. w radiologii, patomorfologii czy kardiologii, to już codzienność również w Polsce. Medycy z różnych ośrodków oceniają preparaty histopatologiczne, zdjęcia rentgenowskie, obrazy z tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego. Codziennością stają się teletransmisje zabiegów z sal operacyjnych. Wszystko to służy weryfikacji rozpoznań trudnych przypadków i poprawie wyników leczenia.

Aby człowiek miał z tego korzyść, potrzebne są wysokie standardy techniczne. Monitory, na których konsultanci weryfikują przesyłane obrazy, powinny mieć odpowiednią rozdzielczość, co oczywiście podwyższa koszty. Ale nie wystarczy okablować dyżurki i otoczyć się ekranami. Ważny jest dostęp do baz danych i cyfrowego archiwum (przy założeniu, że poprzednie badania zachowano w wersji cyfrowej). Pacjent zaś powinien mieć w domu dostęp do komputera i smartfona ze specjalnym oprzyrządowaniem, które umożliwi nie tylko rozmowę wideo z lekarzem, ale też zbierze wszystkie niezbędne i wiarygodne parametry zdrowia.

Dr Agnieszka Gaczkowska jest absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz studiów MBA dla kadr medycznych w Akademii Leona Koźmińskiego. Pracowała jako teaching fellow w dziale Medicine and Neuroscience w Singularity University, części NASA Ames Research Park w Mountain View w Kalifornii, gdzie była odpowiedzialna za projekty medyczne skupiające się na nowych technologiach. Obecnie jest m.in. dyrektorem ds. medycznych w warszawskim start-upie tworzącym na podstawie badań naukowych aplikację Nightly, która pomaga zasnąć, aktywnie stymulować przebieg snu i niwelować koszmary.