POLITYKA

Niedziela, 19 listopada 2017

Polityka - nr 21 (3111) z dnia 2017-05-24; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Ewa Siedlecka

Władza kontra prawnicy

Kongres Prawników Polskich pokazał władzy PiS lustro – i opinia publiczna zobaczyła jej niepiękną twarz. Prawnicy krytykowali i mieli konkretne propozycje – władza obrażała.

Kongres Prawników Polskich – pierwszy od 1936 r. – zorganizowały w Katowicach samorządy adwokacki i radcowski oraz Stowarzyszenie Sędziów Iustitia. Ale pojawili się przedstawiciele wszystkich prawniczych zawodów, łącznie z naukowcami i prokuratorami. Przez władze PiS kongres został „sprzedany” medialnie jako atak prawników na demokratycznie wybraną władzę i na społeczeństwo. „Wycie jak na stadionie i odwracanie się plecami »elit prawniczych« zostanie symbolem tego »kongresu«. Tak traktują codziennie też ludzi...” – tak przebieg kongresu skomentował wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki – którego tam nie było (sylwetka – s. 22). Tym wyznaczył ton komentarzy polityków PiS.

Kongres był prawnikom potrzebny, żeby poczuli się solidarni, policzyli się i upewnili, że postawy kolaboracyjne – nastawione na współpracę z władzą dla kariery, kosztem wierności prawu – nie są w środowisku ani normą, ani postawą powszechnie akceptowaną. Owacją na stojąco przywitano pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego Stanisława Biernata, któremu mianowana przez prezydenta prezesem Julia Przyłębska uniemożliwia orzekanie. Przemawiali szefowie samorządów prawniczych i RPO Adam Bodnar. Przyjechał i przemówił w obronie niezależnego od władzy politycznej systemu wymiaru sprawiedliwości prezes Trybunału Sprawiedliwości UE Koen Lenaerts. Mówił, że demokracja (na którą tak lubi powoływać się PiS) bazuje na niezawisłości sędziów i niezależności sądów. – Rolą prawnika jest bronić konstytucji i prawa. „Yes, You can!” – zakończył, parafrazując hasło wyborcze Baracka Obamy.

Władza PiS zaszczyciła kongres obecnością – i to się jej chwali. Wprawdzie nie przybyli ani prezydent (choć był na jesiennym Kongresie Adwokatury), ani minister sprawiedliwości, ale przysłali przedstawicieli. Jednak nie z misją wyciągniętej ręki, tylko strofowania z pozycji zwierzchników. Bo według koncepcji PiS władze w Polsce nie powinny być równorzędne, jak głosi konstytucja, ale podporządkowane zwycięskiej partii.

Prezydencki minister Andrzej Dera odczytał list, w którym prezydent napomina sędziów, by nie brali udziału w debacie publicznej, bo, zdaniem prezydenta, tego im robić nie wolno. Uczestnicy kongresu zareagowali buczeniem i okrzykami „konstytucja, konstytucja” – co zostało określone przez wiceministra Jakiego jako „wycie”. Potem reprezentujący ministra sprawiedliwości wiceminister Marcin Warchoł wypomniał środowisku sędziowskiemu, że skazało, w czasach PRL kilkuset „patriotów”, a potem się z tych sędziów nie oczyściło. Nie oczyściło się, fakt, ale jaki to ma wpływ na dzisiejsze działanie wymiaru sprawiedliwości? Znaczna większość tych sędziów już nie orzeka. Dalej minister uznał, że pojedyncze przypadki łamania przez sędziów prawa świadczą o całym środowisku (co w takim razie powiedzieć o politykach?). Na te słowa uczestnicy kongresu po prostu wyszli z sali, co zostało nazwane przez wiceministra Jakiego zachowaniem stadionowym.

PiS uznaje środowisko prawnicze za zagrożenie, bo może ono skutecznie stawiać opór pomysłowi przekształcenia ustroju Polski w jednowładztwo, pod przewodem zwycięskiej partii uznającej się za „suwerena”. Dlatego PiS dba, by w opinii publicznej sprowadzić kongres do imprezy, której celem była obrona interesów „korporacji” prawniczych, przeciw interesom ludzi. „Elity prawnicze” należy – jak wszelkie elity w Polsce – „wymienić”. Do tego sprowadza się pomysł PiS na reformę wymiaru sprawiedliwości. I do poddania go władzy politycznej. W ten sposób ma nastąpić „uspołecznienie” wymiaru sprawiedliwości: obywatele będą się skarżyć władzy, a ta będzie przywoływać do porządku sędziów, adwokatów, radców prawnych, prokuratorów. I część społeczeństwa to kupuje.

Na kongresie przedstawiono kilka konkretnych pomysłów na uczynienie wymiaru sprawiedliwości bardziej przyjaznym ludziom. Nie wszystkie wymagają zmian legislacyjnych i pieniędzy – jak np. obniżenie jednych z najwyższych w Europie opłat sądowych czy uproszczenie procedur. A więc nie wszystkie zależą od PiS. Np. edukację prawną, szczególnie dzieci i młodzieży, prawnicy prowadzą już dziś – pro bono. Sędziowie z Iustitii przeszkolili kilka tysięcy uczniów w mediacyjnym rozwiązywaniu sporów. Bo nie każda sprawa musi kończyć się procesem, można się dogadać, tylko trzeba umieć.

Kongres był sukcesem, bo środowisko prawnicze umówiło się na dalszą współpracę. Ma powstać Społeczna Komisja Kodyfikacyjna przygotowująca projekty aktów prawnych i opinie o propozycjach rządu. Co z tymi rozwiązaniami zrobi rząd PiS – zobaczymy. Ale żadna władza nie jest wieczna. Rozwiązania wypracowane przez Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności w latach 80. przydały się w rozmowach przy Okrągłym Stole i w reformie wymiaru sprawiedliwości po 1989 r. Może historia się powtórzy. Tym bardziej że propozycje PiS – uzależnienie sądownictwa od władzy partyjno-państwowej – to powrót do sytuacji z PRL. Kongres ustalił, że ma powstać Biał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]