POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 30 (2151) z dnia 1998-07-25; s. 6-8

Raport

Wojciech MarkiewiczJacek ŻalikowskiJakub Sudecki  [wsp.]

Wlew z przemytu

30 proc. sprzedaży odbiera oficjalnym, czyli koncesjonowanym, producentom wódek nielegalny import spirytusu, fikcyjny tranzyt i fikcyjny eksport. Straty Skarbu Państwa - niepobrane cło, akcyza, podatki - idą w miliardy złotych. Przemyt spirytusu jest interesem bardziej dochodowym i bezpiecznym od biznesu narkotykowego.

Wrażenie jest takie, że Polskę zalewają alkoholem głównie sąsiedzi zza wschodniej granicy oraz tzw. mrówy kursujące kilka razy dziennie do wschodnich lub południowych sąsiadów po tańsze tam trunki. Tymczasem największy strumień przemycanego alkoholu, 96-procentowego spirytusu, płynie zza zachodniej granicy.

Na lewe kwity

Przemycając alkohol z Zachodu mało kto bawi się butelkami. To są już całe kontenery 200-litrowych beczek oraz cysterny samochodowe i kolejowe. We Francji, Wlk. Brytanii, Portugalii, Włoszech, na Cyprze, a w portach w Rotterdamie, Amsterdamie i Bremerhaven można kupić litr 96-proc. spirytusu (w hurcie, na eksport!) wyprodukowanego przez amerykańskich farmerów lub z brazylijskiej trzciny cukrowej za ok. 70 centów.

Za granicą spirytus kupowany jest legalnie i jego transport przez obszar Unii Europejskiej z reguły oparty jest na autentycznych fakturach i dokumentach celnych. Podmieniane są one przed polską granicą. Zmieniane są również tablice i dowody rejestracyjne zestawów samochodowych wiozących spirytus. Zmieniają się także i kierowcy. Z nowych dokumentów wynika, że ciężarówka wiezie do odbiorcy w Polsce rolety tapet, glazurę, płyn do mycia szyb ...