POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 5 (2540) z dnia 2006-02-04; s. 78-80

Społeczeństwo / Kadry

Marek Henzler

Wojewodowie: wszyscy nasi

Po objęciu urzędu premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiadał, że nowych wojewodów mianuje w ciągu trzech tygodni. Zajęło to prawie trzy miesiące. Ale czas też nie został zmarnowany. Nominacje otrzymali członkowie i sympatycy PiS.

Być może jeszcze w styczniu wolnymi fotelami partia braci Kaczyńskich kusiła ewentualnych koalicjantów i działaczy innych partii. Jest też inny powód opóźnienia. Sporo kandydatów uzyskało kiepskie oceny specjalnej komisji w MSWiA i trzeba było szukać nowych.

Kandydatów na wojewodów i ich zastępców wskazywali lokalni parlamentarzyści PiS i szefowie wojewódzkich struktur tej partii zwani – w odróżnieniu od byłych baronów SLD – gubernatorami. Było jednak i tak jak w kujawsko-pomorskim, że rywalizujący ze sobą lokalni politycy PiS z Bydgoszczy i Torunia długo nie byli w stanie wyłonić wspólnego kandydata.

Rzecznik szefa MSWiA Tomasz Skłodowski zapewnia, że PiS obsadzając stanowiska wojewodów nie prowadził politycznej gry z innymi partiami. Wicepremierowi Ludwikowi Dornowi zależało, aby rząd w terenie reprezentowała jak najlepsza ekipa i nie naciskał też na przyspieszenie prac komisji opiniującej kandydatów. Prześwietlały ich również służby specjalne.

W mateczniku premiera ...