POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 14-18

Temat tygodnia

Jacek Żakowski

Wojna hazardowa

Kiedy Donald Tusk wypowiadał w ubiegły wtorek tę wojnę, być może sam dobrze nie wiedział, jak trudne fronty otwiera.

Nie można wykluczyć, że na wojnę z hazardem premier zdecydował się ze względów taktycznych, a nie zasadniczych. By unieważnić aferę hazardową w kształcie zaplanowanym przez polityków PiS, musiał politykom, mediom i społeczeństwu narzucić własną agendę. Najłatwiej było to zrobić, wybierając temat bliski już wywołanym emocjom, ale przesuwający je w miejsce wygodniejsze dla rządu, bo pozwalające mu na przejęcie inicjatywy. Pod tym względem wypowiedzenie wielkiej wojny z hazardem, który nigdy nie cieszył się sympatią społeczną, wydawało się strzałem niemal idealnym. Jest to jednak cel niebezpieczny. Bo wojna hazardowa oznacza konieczność jednoczesnego prowadzenia walki na dwóch bardzo trudnych frontach.

Przebieg pierwszego frontu wydaje się oczywisty. Po jego drugiej stronie widać Ryśków z 50-tysięczną armią jednorękich bandytów. Rocznie przez ich ręce przelewa się kilka, ale pewniej kilkanaście miliardów złotych. Spora część krąży po kraju w walizkach. Takie pieniądze bez walki odpuściłyby tylko fajtłapy. A jeśli ktoś trwa w walizkowej branż...