POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 8 (3047) z dnia 2016-02-17; s. 66-68

Historia

Marek Henzler

Wojna osądzona

Procesami zbrodniarzy wojennych przed Najwyższym Trybunałem Narodowym żyła cała Polska. Miasta rywalizowały o to, by toczyły się na ich terenie, a żądza odwetu była tak silna, że obywatele tłumnie asystowali przy publicznych egzekucjach.

Koalicja antyhitlerowska wyciągnęła wnioski z nieudanej próby postawienia przed obliczem Temidy przestępców wojennych z czasu pierwszej wojny światowej; przywódców III Rzeszy sądził już Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze (patrz POLITYKA 47/15), a w 12 kolejnych procesach – trybunał amerykański. Osoby podejrzewane o zbrodnie w krajach okupowanych odsyłano do miejsc ich popełnienia. Dla Niemców nie było to niespodzianką, bo od początku wojny ze strony aliantów padały także ostrzeżenia. Także od polskiego rządu na emigracji, który już w 1939 r. zapowiadał retorsje „za niewinne ofiary polskie wobec Niemców, i to zwłaszcza wobec sfer kierowniczych”.

Władze na emigracji i podziemne w kraju zaczęły dokumentować niemieckie działania, a prezydent Władysław Raczkiewicz w marcu 1943 r. wydał dekret o odpowiedzialności karnej za zbrodnie wojenne. Kolejnym ważnym postanowieniem była Deklaracja Moskiewska o okrucieństwach, przyjęta 1 listopada 1943 r. przez ZSRR, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Zapowiedziano w niej, że zbrodniarze z europejskich państw Osi będą ścigani na całym świecie i wydani krajom, w których przestępstwa popełnili. Postanowienia ...

Zobacz także

Hoess, a nie Hess