POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 50 (2988) z dnia 2014-12-10; s. 48-50

Świat

Tomasz Maćkowiak

Wojna piwa z winem

Jak to się dzieje, że społeczeństwo, którego głową przez lata był sympatyczny i mądry Vaclav Havel, na jego następców wybiera takich dziwaków, jak Vaclav Klaus czy Milosz Zeman?

Obecny lokator Hradu Milosz Zeman (lat 70) trafił niedawno na pierwsze strony gazet i to nie czeskich, a światowych. Najpierw tych fachowych, dzięki udzielanemu niemal wprost poparciu dla polityki Władimira Putina na Ukrainie, a potem – plotkarskich, kiedy uraczył słuchaczy publicznego radia mocno ordynarnym słowem.

Czeska opinia publiczna jego występy rzecz jasna potępia, a publicyści trzęsą się z oburzenia. Zwykli ludzie też reagują tak, jak reagować powinni – Zeman został wygwizdany podczas obchodów 25 rocznicy aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, a sympatia dla niego stopniała niemal natychmiast do poziomu katastrofalnego. Mimo to nie sposób zapomnieć, że także poprzednik Zemana na tym stanowisku, Vaclav Klaus, też gonił od skandalu do skandalu. Czy to jakaś prawidłowość, że postrzegani jako mieszczańscy pragmatycy i realiści Czesi wybierają na głowy państwa ekscentryków, i to takich ze skłonnościami do politycznego ekstremizmu? Klątwa?

Przywalić salonowi

Milosz Zeman został wybrany na prezydenta na początku ubiegłego roku i od początku był postrzegany jako lewicowy populista, ze skłonnością do soczystego języka i alkoholu. Na pytanie: „Jaki on ...