POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 12 (2851) z dnia 2012-03-21; s. 10

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Wawrzyniec Smoczyński

Wojna po wojnie

Sierżant Robert Bales jest już w Kansas, gdzie odpowie za masakrę cywilów w Afganistanie, tymczasem Amerykanie korzystają z pretekstu, by przyspieszyć swoje wyjście z tego kraju. Wzywa do tego prezydent Hamid Karzaj, ale do decyzji dojrzeli przede wszystkim Barack Obama i David Cameron, którzy mają na tej wojnie najwięcej żołnierzy. Obaj już wiedzą, że nie powtórzą sukcesu z Iraku, gdzie tuż przed wyjściem udało się ustanowić względnie stabilną władzę i zbudować armię zdolną do zapewnienia spokoju.

Siły afgańskie liczą aż 400 tys. żołnierzy i policjantów, ale mimo kilku lat szkolenia ich działania bojowe sprowadzają się do chodzenia za Amerykanami i Anglikami, gdy ci walczą z talibami. Armię prześladuje analfabetyzm i plaga nieuprawnionego użycia broni – głównie przypadkowych wystrzeleń, ale ostatnio także umyślnych ataków na amerykańskich żołnierzy. Trudno uwierzyć, by afgańska armia mogła przejąć ich obowiązki, a nawet gdyby im podołała, wątpliwe, by pozostała lojalna Karzajowi, który z obawy o własne życie nie opuszcza pałacu w Kabulu.

...