POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 48 (2885) z dnia 2012-11-28; s. 52-55

Świat

Roman Frister

Wojna siedmiodniowa

Komu posłuży rozejm w Strefie Gazy? Każda rakieta wystrzelona ze Strefy przechylała szalę sympatii świata na rzecz Izraela. I przybliżała izraelskiego premiera do zwycięstwa w styczniowych wyborach. A Beniamin Netanjahu zrobi wszystko, by nie powstała zjednoczona Palestyna.

Emir Kataru Hamad as-Sani przekazał 10 mln dol. na opiekę lekarską dla potencjalnych cywilnych ofiar lądowej inwazji izraelskiej na Strefę Gazy. Teraz, gdy po siedmiu dniach i siedmiu godzinach walk nastąpiło zawieszenie broni, pieniądze zapewne wrócą do królewskiej szkatuły w Dausze. Gest emira nie wart byłby wspomnienia, gdyby nie stanowił jedynego wyrazu skromnej pomocy świata arabskiego dla walczącego z Izraelem Hamasu. Pozostali przywódcy państw muzułmańskich ograniczyli się tylko do potępienia państwa żydowskiego lub do kurtuazyjnych wizyt w Gazie, po których zostały jedynie zdjęcia fotoreporterów.

Wszystko zgodnie ze stanowiskiem Ligi Arabskiej wyrażonym przez jej sekretarza generalnego Nabila al-Arabi: „Zawieszenie broni w myśl postulatów Hamasu jest ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest zakończenie okupacji Zachodniego Brzegu i wschodniej Jerozolimy”.

Przesłanie sekretarza Ligi nie dotarło chyba do uszu Mahmuda Abbasa. Prezydent Autonomii Palestyńskiej nie znalazł czasu, aby pofatygować się ze swojego Ramallah do Gazy i uścisnąć dłoń Ismaila Haniji, lidera Hamasu. A jeszcze niedawno obaj liderzy ...