POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 14 (3205) z dnia 2019-04-03; s. 28-30

Społeczeństwo

Edwin Bendyk

Wojna światów

Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawie autorskim. Ponaddwuletnia, pełna dramatycznych zwrotów batalia legislacyjna dobiegła końca. Ale prawdziwa rozgrywka o przyszłość świata w dobie cyfrowej rewolucji dopiero przed nami.

Na ostatniej prostej zwolennicy i przeciwnicy dyrektywy sięgnęli po wypróbowane metody mobilizowania poparcia. Europejskie gazety, również wiele dzienników w Polsce, w przeddzień kluczowego głosowania ukazały się z białymi stronami tytułowymi, ostrzegając: wyobraźcie sobie świat bez prasy, jaki nas czeka bez nowych regulacji. Wyobraźcie sobie świat bez Wikipedii – ostrzegały z kolei witryny internetowej encyklopedii, wieszcząc koniec wolności w sieci, gdyby dyrektywa została zaakceptowana.

Fałszywa troska

Skrzynki parlamentarzystów zalała powódź maili z apelami celebrytów oraz stowarzyszeń twórców i wydawców, organizacje społeczne działające na rzecz praw użytkowników internetu pozyskały miliony podpisów pod petycją przeciwko dyrektywie, do boju ruszyły trolle z obu stron, rozlewając jad mowy nienawiści zabijający jakąkolwiek argumentację. Nawet wilki przywdziały owcze skóry – o prawa internautów niezwykle głośno upominały się cyfrowe korporacje, przypominając tym samym podstawowy fakt późnej epoki cyfrowej: wszystko jest towarem, a zwłaszcza wolność. O ...