POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 11 (2341) z dnia 2002-03-16; s. 36-38

Świat

Krzysztof Mroziewicz

Wojna zastępcza

Indie: Od pogromu tylko krok do międzynarodowego konfliktu

Gruzy po ubiegłorocznym trzęsieniu ziemi leżą jeszcze w centrum Ahmedabadu. Polano je teraz krwią. Ten stan, najbardziej spośród wszystkich innych cierpiący na plagę pogromów, krwawi teraz z powodu waśni muzułmańsko-wielkohinduskich.

Gudżaratczycy to hindusi. A nawet wielkohindusi, czyli patrioci podwójni, indyjsko-hinduscy, narodowo-religijni. Znaleźć tam muzułmanów nie jest łatwo. Tradycyjna, ze względu na wcześniejszą dominację muzułmanów w Gudżaracie, nazwa wielomilionowego Ahmedabadu skracana jest przez hindusów do „Amnabad”, żeby nie musieli wymieniać znienawidzonego imienia islamskiego Ahmed.

Muzułmanie dominowali w Gudżaracie w czasach Mogołów, którzy w XVI w. przyszli do Indii z Kabulu. Podbili i zjednoczyli wtedy hindusów, a w świętym mieście hinduizmu Ayodhyi (dzisiaj stan Uttar Pradesz) zburzyli świątynię boga Ramy, człowieczej inkarnacji Viśhnu, który tam przyszedł był na świat, i postawili meczet w 1528 r.

Dziesięć lat temu hindusi zebrali siły w całych Indiach i poszli pielgrzymką gwiaździstą do Ayodhyi z młotami i kilofami w rękach, aby świątynię muzułmanów zrównać z ziemią. Rząd nieudolnego premiera z ramienia partii Kongresowej (Nehru i Indiry Gandhi) Narasimhy Rao przyglądał się bezczynnie tej destrukcji, choć wiedział, że organizuje ją i wykonuje ...