POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 27-29

Społeczeństwo

Joanna Podgórska

Wołanie na puszczy

Z dr Barbarą Pietrzak i dr. Andrzejem Mikulskim o społecznej radzie ochrony przyrody, utworzonej przez naukowców z kilkunastu uniwersytetów, o ginących rzekach i zwierzętach, rybach, które nie mogą się mnożyć oraz o demontowaniu przez władzę systemu ochrony przyrody

Joanna Podgórska: – Czy nowa inicjatywa Nauka dla przyrody ma być społeczną alternatywą dla Państwowej Rady Ochrony Środowiska, którą minister Jan Szyszko praktycznie wyeliminował? Przypomnijmy, że już na początku jego rządów zniesiono kadencyjność członków PROP, dzięki czemu mógł pozbyć się szanowanych ekspertów i obsadzić Radę bliskimi sobie ludźmi.
Dr Barbara Pietrzak: – Zaczęliśmy się organizować, zanim Rada została zdekapitowana. Mieliśmy poczucie, że w publicznym dyskursie na temat ochrony przyrody brakuje mocnego głosu naukowców, a w większości spraw z tym związanych środowisko akademickie jest zgodne. Z jednej strony słyszymy wypowiedzi rządzących czy Lasów Państwowych, a z drugiej – działaczy ekologicznych z organizacji pozarządowych. Pojawiają się oczywiście pojedyncze wypowiedzi naukowców, ale słabo przebijają się w debacie. Gdy będzie to wspólne stanowisko całej grupy uczonych akademickich, a nie rozproszone głosy, wybrzmi mocniej. Może łatwiej przebije się do mediów. Inicjatywę tworzą naukowcy z kilkunastu uniwersytetów i instytutów Polskiej Akademii Nauk. Ma to być forum merytorycznej dyskusji. Dziś na stałe pracuje w nim grupa około 30 ekspertów, ale szybko się powiększa.

Dr Andrzej Mikulski: – Jednym z pierwotnych pomysłów, w ramach programu minimum, było stworzenie sieci wymiany informacji pomiędzy uniwersytetami czy środowiskami naukowymi zajmującymi się ekologią. Idea była taka, aby tych jednostek było jak najwięcej. Ostatni rok przyniósł bardzo dużą aktywizację środowiska naukowego. Różne grupy podejmowały rozmaite działania, ale to nie było skoordynowane. Śledziliśmy te działania i próbowaliśmy nawiązać kontakt z osobami z innych jednostek naukowych, by to połączyć. Pierwszą rzeczą, którą oficjalnie zaczęliśmy, było wspólne stanowisko rad Wydziałów Biologicznych Uniwersytetu Warszawskiego i Jagiellońskiego na temat zwiększenia limitu wycinek w Puszczy Białowieskiej. Ten pomysł ministra Szyszko zelektryzował środowisko naukowe. Dlatego w naszym ruchu nadreprezentowane są grupy ekspertów, które zajmują się lasami naturalnymi i dzikimi zwierzętami. Montujemy jednak zespoły, które zajmują się także innymi kwestiami, choćby problemem wód.

Jest szansa, by była to inicjatywa apolityczna, w czasach gdy wszystko staje się polityczne?
BP: Bardzo chcielibyśmy być postrzegani jako grupa apolityczna, jedynie merytoryczna. Są wśród nas ludzie o bardzo różnych poglądach. Siłą rzeczy, jeśli obecny rząd planuje działania niekorzystne dla przyrody, to będziemy przeciwko temu występować. Ale to nie znaczy, że naszym zdaniem poprzednie rządy dobrze przyrodę chroniły. Przyznaję, sama mam poczucie, że poprzednie lata przespałam. Wydawało mi się, że w ochronie przyrody wszystko idzie w miarę dobrze; może zbyt wolno, ale zmierza w dobrym kierunku. Wiele rzeczy, które można było zrobić, nie zostało zrobione. Od kilkunastu lat nie powstał choćby żaden nowy park narodowy.

AM: Warto podkreślić, że jeśli chodzi o Puszczę Białowieską, najwięcej zrobił zespół, który został powołany przy prezydencie Lechu Kaczyńskim. To nie tak, że lewica chroni przyrodę, a prawica ją niszczy. To sztuczny podział. Wiktor Suworow powiedział, że ekolog jest jak arbuz, z zewnątrz zielony, a w środku czerwony. Taki stereotyp krąży, a wynika może jedynie z tego, że osoby o lewicowych poglądach uważane są za bardziej empatyczne. Z racjonalnego punktu widzenia ochrona przyrody dotyczy każdego Polaka, bez względu na poglądy. Deklarujemy, że nasza działalność nie będzie związana tylko z tym rządem, ale i każdym następnym. Zebraliśmy się i będziemy działać, niezależnie od tego, kto będzie Polską rządził; będziemy oceniać, recenzować pomysły strony rządowej, proponować nowe rozwiązania. Pytanie, czy rządzący będą chcieli skorzystać z naszej wiedzy.

BP: Chcemy mówić nie tylko do aktualnej władzy, ale do wszystkich. Jako ciała eksperckie zamierzamy współpracować z organizacjami pozarządowymi, ale też szerzyć rzetelną wiedzę naukową wśród społeczeństwa.

AM: Przekonać ludzi, że ekologia to nauka, a nie przypinanie się do drzew.

Poprzednie rządy grzeszyły raczej zaniechaniem. Minister Szyszko jest tak aktywny, że właściwie nie wiadomo, w co ręce włożyć. Po Puszczy przyszła kolej na ustawę pozwalającą ogałacać Polskę z drzew, zwiększenie limitu odstrzału bobrów, komercyjne polowania na żubry, projekty, które mają ułatwić życie inwestorom kosztem środowiska. Spróbujmy zarysować mapę zagrożeń.
AM: Wydaje się, że największym zagrożeniem jest planowany i realizowany demontaż systemu ochrony przyrody. Jeśli zapowiedziane ustawy przejdą, każdy urzędnik będzie w stanie zniszczyć dowolny element polskiej przyrody bez ponoszenia konsekwencji. Potem to może będzie oprotestowane, może pójdzie skarga do Unii Europejskiej, zapłacimy jakieś kary, ale już będzie po szkodzie. Jeśli ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Barbara Pietrzak pracuje w Zakładzie Hydrobiologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się ekologią ewolucyjną organizmów wodnych. Prowadzi m.in. zajęcia z ekologii.

Dr Andrzej Mikulski, pracownik Zakładu Hydrobiologii UW. Zajmuje się ekologią ewolucyjną i funkcjonowaniem ekosystemów wodnych. Prowadzi m.in. zajęcia dotyczące ryb słodkowodnych oraz ochrony i rekultywacji środowisk wodnych.