POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 37 (2620) z dnia 2007-09-15; s. 78-81

Historia

Jan Skórzyński

Wolne słowo z powielacza

Niezależna Oficyna Wydawnicza za datę swego powstania przyjmuje sierpień 1977 r. Ale jej twórca Mirosław Chojecki karierę niezależnego wydawcy rozpoczął w 1969 r. jako redaktor pisma „Wywrotowiec”.

Efemerycznych podziemnych wydawnictw było na przełomie lat 60. i 70. wiele. Do najważniejszych należały pisma tajnej organizacji antykomunistycznej Ruch: „Biuletyn” i „Informator”. Rozbicie Ruchu przez bezpiekę w 1970 r. zakończyło tę działalność. Antyrządowa bibuła pojawiła się w Polsce ponownie w 1976 r., wraz z powstaniem jawnej opozycji demokratycznej.

Wzorem dla niepokornych środowisk Warszawy, Lublina i Gdańska byli rosyjscy dysydenci i ich samizdat. Od końca lat 50. w ZSRR przekazywano sobie z rąk do rąk rękopisy lub maszynopisy utworów literackich, które nie przeszły przez sito cenzury. W ten sposób do rosyjskiego czytelnika trafiały utwory Pasternaka, Brodskiego, Sołżenicyna i innych. Tym samym tropem pójdą polscy pisarze, decydując się wydawać swoje utwory poza zasięgiem cenzury.

Pierwsze rozmowy o niezależnym czasopiśmie literackim prowadzone były latem 1976 r. Uczestniczyli w nich: Jerzy Andrzejewski, Jacek Bocheński, Andrzej Kijowski, Wiktor Woroszylski, Artur Międzyrzecki, Kazimierz Brandys i Stanisław Barańczak. Ich przebieg znamy z podsłuchów SB zachowanych w archiwum IPN. Najpierw zamierzano wystąpić do władz o zgodę na nowy tygodnik literacki „Przegląd Współczesny” (redaktorem naczelnym miał być Andrzejewski, zastępcą – Kijowski). W przypadku odmowy, czego się spodziewano, pismo miało być wydawane w samizdacie, odbijane w liczbie 100 egzemplarzy.

Decyzja zapadła 7 listopada 1976 r. podczas spotkania u Woroszylskiego. Oprócz literatów uczestniczyła w nim Barbara Toruńczyk, która miała pełnić funkcję sekretarza redakcji. Wybrano tytuł „Teka”, by zakamuflować regularność czasopisma. Później jednak przyjęto nazwę „Zapis”, podkreślającą opór wobec cenzury. Obok tekstów literackich w piśmie pojawić się miały reportaże i publicystyka społeczno-polityczna. Do pierwszego numeru Woroszylski miał już teksty Andrzejewskiego, Nowakowskiego, Bocheńskiego, Jerzego Narbutta, Bogdana Madeja, Igora Newerlego i swój. A także wiersze Międzyrzeckiego i Barańczaka. Eseje mieli napisać Tomasz Burek, Andrzej Drawicz, Antoni Libera, Jan Strzelecki i Małgorzata Szpakowska. Wokół nielegalnego pisma gromadził się więc kwiat polskich pisarzy i intelektualistów.

SB uznało tę inicjatywę za nader groźną. Bezpiekę szczególnie niepokoił fakt, że po wydaniu pierwszego numeru, złożonego z zatrzymanych przez cenzurę materiałów literackich, twórcy pisma zamierzają je sprofilować w kierunku krytycznej publicystyki „odnoszącej się do teorii i praktyki politycznej naszego ustroju”. Proponowano więc uruchomienie przy Związku Literatów Polskich specjalnego biuletynu, który mógłby skanalizować niezadowolenie pisarzy. A tym spośród założycieli „Zapisu”, którzy pracowali w oficjalnych czasopismach, chciano zagrozić utratą pracy. Jak się okaże – bez efektu.

Utworzony we wrześniu 1976 r. Komitet Obrony Robotników nie dysponował początkowo żadną bazą poligraficzną. Komunikaty KOR były przepisywane na maszynie – w ten sposób stawały się nie tylko źródłem informacji, ale także środkiem integrującym środowisko opozycyjne. Każdy, kto otrzymał komunikat, miał bowiem za zadanie przepisać go w kilku egzemplarzach i przekazać dalej, włączając się w działalność niezależną i poszerzając krąg odbiorców.

Niemal równocześnie z KOR narodziło się pierwsze pismo ruchu – „Biuletyn Informacyjny”. W wydanym w maszynopisie numerze pierwszym redakcja napisała: „Biuletyn ma na celu przełamanie państwowego monopolu informacji obwarowanego przez istnienie cenzury w naszym kraju. Zamieszczone w nim informacje służą jawności życia publicznego i składają się na kronikę represji stosowanych tak przeciwko obywatelom, jak i kulturze narodowej. Rozpowszechnianie biuletynu jest czynnym występowaniem w obronie praw obywatelskich; jest korzystaniem z tych praw. Przeczytaj, przepisz i daj innym do czytania”. Było to motto całego niezależnego ruchu wydawniczego.

Swój skład redakcja „Biuletynu” – Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński i Joanna Szczęsna – ujawniła w numerze 9 z marca 1977 r. Miesiąc wcześniej pismo ukazało się po raz pierwszy w formie powielanej. Zaczęto też powielać komunikaty KOR. Był to przełom nie tylko techniczny, ale też polityczny. Niektórzy opozycjoniści na początku byli temu przeciwni. Ta decyzja wiązała się bowiem z przełamaniem psychologicznej bariery strachu przed podjęciem działań, które były „ewidentnie nielegalne” – wspominał Konrad Bieliński na sesji z okazji 30-lecia Komitetu. „Powielacz był symbolem sprzętu zakazanego, a samo jego posiadanie kojarzyło się natychmiast z więzieniem. Cała formuła KOR opierała się na zasadzie jawności działania i specyficznie pojętego legalizmu, który odwoływał się do zobowiązań przestrzegania praw obywatelskich, jakie władze PRL podpisały w Helsinkach. Staraliśmy się nie dawać władzy łatwego pretekstu do procesów sądowych za ewidentne łamanie obowiązującego prawa. Czy powielacz mógł stać się takim pretekstem? Wielu obawiało się, [że] tak właśnie będzie (…). Na szczęście KOR nie był żadną zcentralizowaną organizacją i gdy jedni przestrzegali ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]