POLITYKA

Sobota, 23 lutego 2019

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 24-26

Kraj

Juliusz Ćwieluch

Wolność w domku

Od września niektórzy polscy więźniowie będą odbywali kary pod elektronicznym nadzorem. Jak działa ten system w Anglii – opisuje nasz dziennikarz. On też da się zakuć jako pierwszy.

Paul Mahorn budzi sympatię szczerym uśmiechem Jamajczyka i wzbudza respekt posturą byłego zawodnika rugby. Ta mieszanka skrajnych komunikatów powoduje, że ma jedne z lepszych wyników w pracy z osobami skazanymi na dozór elektroniczny. Paul, choć pracuje dla prywatnej firmy Serco, jest jednocześnie najbardziej wysuniętą placówką brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. W imię którego każdego dnia uziemia w domu od trzech do ośmiu osób skazanych na dozór elektroniczny. W Anglii system dozoru elektronicznego działa już od 14 lat. A nawet dłużej, bo po raz pierwszy wprowadzono go w 1989 r., ale tamta próba skończyła się spektakularną klapą.

Praca Paula jest dosyć prosta, ale trudno powiedzieć czy przyjemna. Kiedy pojawia się w pracy, dostaje pierwsze zlecenia. Imię, nazwisko, adres, czas, na który musi zaprogramować stację bazową, i status osoby, której założy elektroniczną bransoletkę. Jeśli to kobieta lub nieletni, musi na miejsce pojechać z koleżanką. Czasem system informuje go również, że osoba może być agresywna słownie. Na takie okoliczności też ...

Autor tekstu jako jedyny w Polsce będzie testował nowy system dozoru skazanych. Sprawdzi na sobie, jak wygląda życie z elektroniczną bransoletką. Codzienne relacje na internetowym blogu: http://dozorowany.blog.polityka.pl