POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 45 (2323) z dnia 2001-11-10; s. 42

Kultura / Pluskwa wiecznie żywa

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Wolność w klatce

„Sen pluskwy” Tadeusza Słobodzianka zaczyna się tam, gdzie „Pluskwa” Włodzimierza Majakowskiego się kończy. Pomysł, żeby odmrożonego, a więc nieśmiertelnego Prysypkina puścić na spacer po dzisiejszej Moskwie i zobaczyć, co z tego wyniknie, musiał być kuszący i aż dziw, że czekał tak długo na realizację.

Sztuki – to nie są arcydzieła artystyczne,
Sztuki – to broń w naszej walce!
Trzeba je ostrzyć przy pomocy kolektywu!

Dzisiaj te słowa wydają nam się kiepską parodią, kabaretowym pastiszem, niewczesnym żartem, ale Majakowski używał ich najdosłowniej i naprawdę w nie wierzył. Niewczesnym żartem jest raczej pytanie, jak, podobno, brzmiały ostatnie słowa tego barda rewolucji przed samobójstwem, a oto odpowiedź: towarzysze, nie strzelajcie! Majakowski naprawdę popełnił samobójstwo, chociaż gdyby tego nie zrobił, towarzysze czekiści by mu pomogli, jak kolektyw przy ostrzeniu broni artystycznej. Tacy jak on nie pasowali do nadchodzących czasów.

Majakowski strzelił do siebie w 1930 r., kiedy dobiegł już końca okres NEP-u, ówczesnej wersji pierestrojki, i nad całym Krajem Rad zasnuły się mgły stalinowskiej dyktatury. „Nasza walka” to była walka z elementami drobnomieszczańskimi i kułackimi, czyli ludźmi nie całkowicie podporządkowanymi władzy komunistycznej. Rok przed śmiercią Majakowski napisał „Pluskwę”, której pierwsza scena wygląda tak: witryna sklepu, przez drzwi wchodzą ludzie z pustymi rękami, a wychodzą ...