POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 13 (2497) z dnia 2005-04-02; s. 100-105

Na własne oczy

Witold Pawłowski

Wracajcie do raju

Hotelarze na tajlandzkich wyspach Phuket i Phi Phi przekonują, że wszystko jest w porządku. A nawet lepiej. Woda czystsza, nawieziony piasek jaśniejszy, przyroda jeszcze bujniejsza. Zapewniają poważnym tonem, że badano ryby i nie zawierają ludzkich szczątków. Tsunami? Jakie tsunami?

U Michala Zitka, w Holidayu na wyspie Phi Phi, Perle Andamanów, dziś wylądowali tylko państwo z Izraela, a wczoraj para z Australii. To niewiele, jak na 77 bungalowów z łóżkami kingsize i widokiem na rafę koralową, i gdzie upiaszczone stopy polewa się gościom wodą z płatkami orchidei. Holiday na Phi Phi – ze swoim sloganem reklamowym: Pokażemy ci kawałek raju – przetrwał dzięki tej rafie. Fala na niej straciła impet; gdy dotarła do brzegu – podtopiła, zniszczyła, ale nie zabiła. Obok na cyplu, na wyciągnięcie ręki, gdzie nie sięga rafa, zginęło pięć osób. Reszta uciekła – telewizja CNN długo powtarzała te sceny – i już nie wróciła.

Zitek, Australijczyk z czeskimi korzeniami, nie ma do telewizji pretensji, bo relacje były uczciwe, tyle że wycinkowe, szukające dramatu. Teraz rzecz jasna żadna ekipa tu nie przyjedzie, aby pokazać, że w Holidayu po zniszczeniach ani śladu, obsługa pod parą, wygłodniała turystów. To niesprawiedliwe, ...