POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 24 (2354) z dnia 2002-06-15; s. 16-18

Mundial

Sławomir Mizerski

Wracamy do domu

Wielka Loża Komentatorów POLITYKI

Polska przegrała z Portugalią 0:4. Dla nas to już koniec tego mundialu, w meczu ze Stanami Zjednoczonymi będziemy walczyć co najwyżej o jakiegoś honorowego gola na mistrzostwach świata. Smutno. Po szesnastu latach nieobecności wróciliśmy do światowej ligi na chwilę i teraz wracamy na swoje zwykłe miejsce.

Mecz z Portugalią wszystkich przygnębił, ale i uspokoił.

Donald Tusk: – Nie złoszczę się, ale też i nie wstydzę, bo nasi zagrali lepiej niż z Koreą. Ale bardzo słabi byli.

Mariusz Walter: – Po raz pierwszy w mundialu walczyli, dziękuję im za to. Nie mogliśmy wygrać, bo byliśmy słabsi we wszystkich elementach gry. Olisadebe przegrywał wszystkie pojedynki albo niecelnie podawał. Brakowało siły, szybkości, skoczności, elementarnej techniki. Jeśli tego wszystkiego nie ma, to nawet najlepszy trener nie zbuduje żadnej strategii.

Marek Kondrat: – Od początku znikąd nadziei nie było. Już podczas grania hymnów widać było strach w polskich oczach, stężałe twarze. Portugalczycy wiedzieli, że grają ze słabymi, dlatego mimo że byli pod presją, zaczęli spokojnie, dali nam pograć z przekonaniem, że swoje i tak strzelą. Przykro, bo obstawiłem przegraną 0:3, ale jak widać okazałem się zbytnim optymistą.

Jerzy Pilch: – Daliśmy się nabrać na to, że jest drużyna, szczęśliwe losowanie, jakaś specjalna taktyka...

...