POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 41 (2575) z dnia 2006-10-14; s. 112-113

Społeczeństwo / Ludzie

Adam Szostkiewicz

Wróćmy do Arendt

Jesteście zmęczeni i zniesmaczeni polityką? Gdyby nasza klasa polityczna poczytała Hannah Arendt, może byłoby odrobinę lepiej. Właśnie mija setna rocznica urodzin tej głosicielki polityki jako uczestnictwa w sprawach rzeczypospolitej.

Mamy teraz u nas zażartą dyskusję o dobrym państwie i moralności publicznej. Niektórzy jej uczestnicy lubią mówić o republikanizmie. Nie liberalizm, nie socjalizm, lecz zastrzyk republikanizmu potrzebny jest Polsce, a może i w ogóle demokracji na Zachodzie. Rzecznikiem idei republikańskiej jest na przykład prof. Zdzisław Krasnodębski. Należy on do polskich tłumaczy i komentatorów Hannah Arendt. Była ona wybitną przedstawicielką nowoczesnej politycznej myśli republikańskiej. W Polsce Arendt zajmował się nie tylko sympatyk PiS Krasnodębski, lecz także i jego obecni polemiści, profesorowie Marcin Król i Paweł Śpiewak.

Arendt nie byłaby dziś razem z neokonami (wyznawcami doktryny neokonserwatyzmu – przyp. aut.)spekuluje prof. Król – bo jej filozofia jest optymistyczna co do natury ludzkiej. Dla niej ważna jest idea dążenia do doskonałości, a najlepszą doskonałością jest udział w życiu politycznym. Czyli wiara, że nasz udział, vita activa (życie zaangażowane – przyp. aut.), może wiele zmienić. Nie mamy obowiązku takiego udziału – jest wolność od polityki – ale polityka to jedyna formuła na solidarność. Studenci nadal Arendt bardzo czytają. Chyba z dwóch powodów. Bo nie jest ani prawicowa, ani lewicowa, wymyka się ideologicznym przypisaniom, a także dlatego, że oni też by chcieli brać udział w polityce.

Wojciech Madej, tłumacz Arendt, który zrobił doktorat z jej ujęcia kryzysu kultury, sam przeszedł tę fascynację: – Znalazłem u niej rehabilitację człowieka jako istoty politycznej, co w okresie komunizmu było szczególnie atrakcyjne i ważne.

W realnym socjalizmie zajmowanie się polityką było zastrzeżone tylko dla obozu rządzącego. Przez lata narastało przekonanie, że polityka jest domeną brudną. Do dziś borykamy się ze skutkami tego negatywnego dziedzictwa, a doszły do tego nowe złe doświadczenia, już demokratyczne. Arendt może być odtrutką. – Zajmowanie się polityką w jej ujęciu okazywało się integralną cechą kondycji i egzystencji ludzkiej – podkreśla Madej. – A pozbawienie człowieka tej możliwości, co właśnie czynił komunizm, oznaczało działanie w najgłębszym sensie antyludzkie.

O rewolucji i totalitaryzmie

W USA, gdzie Arendt przeżyła większą część życia, była punktem odniesienia zarówno dla intelektualnej lewicy, jak i prawicy. Czołowi neokonserwatyści chwalili ją za apoteozę rewolucji amerykańskiej i potępienie totalitaryzmu sowieckiego. Michael Novak powtarzał za Arendt, że źle się stało, iż rewolucja francuska zawładnęła polityczną wyobraźnią świata. Zepchnęła na daleki plan to niesłychane osiągnięcie Europy, jakim była „kolonizacja Ameryki Północnej i ustrój republikański Stanów Zjednoczonych”.

Irving Kristol eksponował rozróżnienie, jakie czyniła Arendt między rewolucją a rebelią. Rewolucja francuska i bolszewicka były w tym ujęciu rebeliami – gwałtownym odrzuceniem zastanego stanu rzeczy, instytucji, stylu życia, by zrobić miejsce na stworzenie wszystkiego od nowa: nowego porządku politycznego i społecznego, nowej gospodarki, wręcz nowego człowieka. Tylko rewolucja amerykańska nie uległa takim totalitarnym zapędom. Jej ojcowie napisali konstytucję dokładnie przeciwko tym zapędom – sami nałożyli ograniczenia zabezpieczające państwo i naród przed despotią.

Norman Podhoretz był zafascynowany tym, jak Arendt usiłowała pogodzić swą miłość do języka niemieckiego (który, jak powiedziała, mimo wszystko nie oszalał) i kultury niemieckiej z faktem, że Niemcy, dziedzic tej kultury, wydały z siebie nazizm. W interpretacji Podhoretza wyjściem z tego bolesnego dylematu była teza Arendt, że nazizm nie był czymś, co mogło powstać i rozwinąć się jedynie w Niemczech, na konkretnym podłożu historycznym, społecznym i kulturowym – takim, jakie hitlerowcy zastali po przegranej wojnie i załamaniu się liberalnej demokracji weimarskiej. Nazizm był radykalną formą nowożytnej tyranii – totalitaryzmu, produktem sił dziejowych działających nie tylko w Niemczech. Siły te doprowadziły do władzy w Rosji inną dyktaturę totalitarną.

Arendt przeprowadziła prekursorską analizę dwóch totalitaryzmów: hitlerowskiego i stalinowskiego. Doszła do wniosku, który oburzył część ówczesnej zachodniej lewicy: że te systemy więcej łączy, niż dzieli. Oba są bowiem formami całkowitej dominacji państwa, zawłaszczonego przez jedną partię ideologiczną, nad wszystkimi dziedzinami życia społeczeństwa i jednostki. Tak Arendt okazała się w szczytowym okresie zimnej wojny ważnym, bo opiniotwórczym, stronnikiem amerykańskich antykomunistów. Co nie znaczy, że była prawicowa.

Była przeciwko pomysłom i metodom radykalnym. Kiedy Ameryka weszła w okres maccarthyzmu – tropienia agentury komunistycznej w polityce, mediach i kulturze – Arendt nie zgadzała się, by walczyć z totalitaryzmem metodami totalitarnymi. Potępiła pomysł pozbawienia obywatelstwa i deportacji osób uznanych za „element wywrotowy”. I bunt, i zgoda są treścią żywej demokracji amerykańskiej – powtarzała – a granice ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]