POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 37 (2722) z dnia 2009-09-12; s. 98-99

Świat

Tomasz Maćkowiak

Wrzący gulasz

Najnowsza wojna dwóch dunajskich republik, Słowacji i Węgier, nie ograniczyła się – jak każe tradycja – do wymiany salw dyplomatycznych. Tym razem poleciały koktajle Mołotowa, był też zamach na ambasadora. I pomyśleć, że oba kraje są w Unii i NATO.

Obie organizacje – Unia Europejska i NATO – jak ognia unikają angażowania się w stary, zapiekły i niezrozumiały dla zewnętrznych obserwatorów konflikt między Węgrami a Słowakami. Nawet mediować za bardzo nie chcą, pewnie z ostrożności, żeby się nie ładować w niekończące się, środkowoeuropejskie żabio-mysie wojny. Spór ten bowiem podzwania na kilometr dziewiętnastowiecznym nacjonalizmem – i nic dziwnego, bo właśnie w tamtym stuleciu ma swoje korzenie. Oba kraje i oba społeczeństwa mają kłopot, żeby się ze swoimi traumami i kompleksami uporać. A politycy po obu stronach granicy te emocje traktują jak niewysychający i łatwo dostępny zdrój punktów procentowych w sondażach popularności.

Tym razem zaczęło się po stronie słowackiej. Rząd w Bratysławie, złożony z lewicowych populistów i nacjonalistów, wysmażył nowelizację ustawy o języku państwowym. Mniejszość węgierska (10 proc. obywateli kraju!) poczuła się zagrożona. Przepisy dotyczące języka państwowego to w dobie globalizacji żadna ...