POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 35 (2208) z dnia 1999-08-28; s. 17

Wydarzenia

Artur Górski

Wstrząs za wstrząsem

Po kilku dniach już wiadomo: to był jeden z największych kataklizmów w dziejach Turcji. Trzęsienie ziemi, które nawiedziło tereny zamieszkane przez 45 proc. ludności kraju, pochłonęło ponad 12 tys. ofiar. Tyle dotychczas odnaleziono. Bezdomnych jest o wiele więcej, ale Turcy, obawiając się kolejnych wstrząsów sejsmicznych, najpewniej czują się pod gołym niebem.

Trzęsienie trwało 45 sekund. To wystarczyło, aby miasta i wsie w północno-zachodniej części Turcji legły w gruzach. Według Turków siła trzęsienia miała około 7 stopni w skali Richtera, ale amerykańscy specjaliści twierdzą, że mogła nawet przekroczyć 8 stopni.

Kataklizm najbardziej dotknął okolice miasta Izmit, gdzie było jego epicentrum, ale niszczycielska siła przekroczyła Bosfor i zatrzęsła także europejską Turcją. Niczym domki z kart waliły się i solidne (czy raczej - solidnie wyglądające) bloki mieszkalne wzdłuż głównego bulwaru Izmitu, i wiejskie chaty, które budowano tak, jakby temu regionowi nigdy nie zagrażały wstrząsy sejsmiczne. Ucierpiały także przedmieścia największego tureckiego miasta - Stambułu, ale zabytkowa część metropolii, z meczetem Hagia Sofia i Błękitnym, nie została naruszona. Niszczycielska siła zrównała z ziemią wiele budynków w Bursie i Eskisehir.

Na ratunek uwięzionym pod zwałami gruzu ruszyli natychmiast wszyscy, którzy znajdowali się w okolicy, gołymi rę...