POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 5 (2639) z dnia 2008-02-02; s. 98-100

Ludzie / Media

Cezary Łazarewicz

Wstydu jeszcze nie ma

W „Tygodniku Powszechnym” sygnał do powstania dał profesor Władysław Bartoszewski. Napisał do przyjaciół, że zwykle się odsuwa, gdy ktoś obrzyga go w tramwaju. A cóż dopiero w gazecie?

W marcu 1995 r. Elżbieta Isakiewicz napisała w „Gazecie Polskiej” o profesorze, że w jego wieku powinien już sobie ziółka parzyć, a nie zajmować się polityką zagraniczną. Więc gdy 12 lat później została w „Tygodniku” koleżanką redakcyjną profesora, ten, odsuwając się, poprosił tylko o wykreślenie swojego nazwiska z Zespołu w redakcyjnej stopce. Żegnając się po 50 latach współpracy prosił też, żeby z tej części historii Polski wykreślono go bez nadmiernego rozgłosu (co się w końcu nie udało).

Trzy tygodnie później śladem profesora poszli inni i Zespół w ogóle przestał istnieć. To wtedy spadkobiercy Jerzego Turowicza zauważyli, że to już nie jest ich gazeta.

Jesteśmy bezradni i nie mamy na nic wpływu – mówi Józefa Hennelowa, która po 60 latach odchodziła z Zespołu pełna nadziei: – Ale duch Turowicza chyba nie uciekł. Tak samo jak Mietka Pszona, choć niektórzy w redakcji nie wiedzą dokładnie, kim on był.

Loża, salon, panteon

...