POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 43 (2373) z dnia 2002-10-26; s. 82-86

Społeczeństwo / Pokolenie 3K

Marcin Meller

Wszystko, co w głowie siedzi

Średnia wieku – 27 lat. Średnia inteligencji – ponadprzeciętna. Podobnie jak wrażliwości i poczucia humoru, zarozumialstwa i złośliwości. Zręby pokolenia 3K (korporacja, komputer, klabing).

Połączyła ich Radiostacja i jej internetowe forum dyskusyjne. Tej Radiostacji, którą uwielbiali, już nie ma. Forum, na którym się spotkali, też już nie istnieje. Ale założyli własne, a przygodę, która zaczęła się przed ponad trzema laty w wirtualnym świecie, przenieśli częściowo do świata rzeczywistego.

Na forum posługują się nickami (ang. – pseudonim), które zastępują często ich imiona w realu, prawdziwym życiu.

„nsfr”: To forum to jakaś zbiorowa psychoterapia. Qrde (kurde – MM), a mówiłem wam, co mi psychoterapeuta prawdziwy powiedział, jak mu to forum kiedyś pokazałem? Boże, co za grupa samotnych nadwrażliwych osób. Chyba się tam nie wpisujesz?

„modrzew”: I co, dałeś fiutowi w ryj?

radiostacja

Radiostacja była wyjątkowa i kojarzona z Pawłem Sito (zwanym czasami Durszlakiem, a znacznie częściej Ojcem Dyrektorem), który jeszcze jako nastolatek zaczął pracować w jej poprzedniczce – Rozgłośni Harcerskiej. Skompletował zespół oryginałów, grających wszystkie możliwe i niemożliwe odmiany muzyki alternatywnej, których nie można było usłyszeć w żadnym innym radiu. Radiostacja była prawdziwie żywym radiem: prowadzący mówili, co im właśnie przyszło do głowy, prezentowali najbardziej absurdalne poczucie humoru (Windą na szafę, Radio NRD), rozmawiali ze słuchaczami o tym, co ich interesuje, co śmieszy, co wkurza. Większość pracowała za darmo bądź za symboliczne wynagrodzenie. Puszczali własne płyty, pożyczone od znajomych. Zarzucano im amatorszczyznę: że się mylą, opóźniają program, zdarza im się zakląć na antenie. Gazety cytowały didżeja, któremu zepsuł się sprzęt: „Chuj bombki strzelił, choinki nie będzie”. Za to między innymi uwielbiali ich słuchacze; zgodnie z założeniami miała to być grupa od 15 do 25 lat, młodzi wielkomiejscy inteligenci.

Na internetowym forum Radiostacji trwała nieustająca dysputa, włączali się do niej prowadzący, pisał i Sito. Wiosną 2000 r. napisałem w „Polityce” raport o narkotykach. Rozjuszył Ojca Dyrektora, czemu dał wyraz. Poszło głównie o uwagę, że przejawem oswojenia narkotyków wśród młodzieży są różne żarty na antenie Radiostacji. Skądinąd była to prawda, ale w owym czasie rozgłośni groziło odebranie koncesji za nieprzestrzeganie zasad harcerskich. Do Sity dołączyli inni, ale znaleźli się też – choć w mniejszości – obrońcy Raportu „Polityki”, którzy podkreślali, że praktycznie po raz pierwszy ktoś normalnie pisze o narkotykach. Niemal natychmiast Ojciec Dyrektor zaproponował, żebym przyszedł do studia i pogadał przez godzinę ze słuchaczami. Im bardziej telefony dzwoniły, tym bardziej czerwieniała z radości wygolona do łysa czaszka dyrektora. Minęła godzina, Sito machnął ręką, że kolejny program może poczekać, gadamy dalej. I tak przez trzy godziny. A ledwie skończyła się audycja, znowu zaczynał się rwetes na forum. Za przeróżnymi pseudonimami nie kryli się, jak można by na pozór sądzić, nieletni o prostej wizji świata, lecz dobrze wykształceni młodzi inteligenci.

oldskul

Nadająca w sześciu miastach Radiostacja należała wówczas do Związku Harcerstwa Polskiego i norweskiego kapitału. Norwegowie chcieli się wycofać. Chrapkę miały Agora, Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe (radio Eska) i Eurozet (Radio Zet). Ten ostatni obiecywał zachowanie charakteru stacji, gdy przejął ją w kwietniu 2000 r. Dotrzymywał słowa przez ponad rok, dokładnie do czasu, kiedy powiodła się prowadzona przez Sitę kampania o przedłużenie koncesji. Dwa tygodnie później, we wrześniu 2001 r. Sito wyleciał. Potem krok po kroku usuwano ściągniętych przez niego ludzi, ugrzeczniano program, ujednolicano muzykę, wprowadzano granie z komputera, likwidowano audycje autorskie. W sierpniu 2002 r. podziękowano kolejnym kilkunastu osobom, zatwierdzono nową ramówkę.

Wcześniej najaktywniejsi uczestnicy dawnego internetowego forum Radiostacji przenieśli w cyberprzestrzeni stare archiwum na prywatny serwer przyjaciół. Zmienili grafikę pozostawiając jednak charakterystyczny pomarańczowy kolor. No i zmienili nazwę na oldskul, co miało znaczyć stara szkoła – coś starego, dobrego i stylowego. Pojawia się tam nawet kilkaset wpisów dziennie.

„nsfr”, czyli „answer”, czyli Adam, rocznik 1972. Studiował na czterech wydziałach, ukończył prawo. Układał pytania do teleturniejów, w Państwowym Wydawnictwie Naukowym pracował nad encyklopediami. Do gazet pisał reportaże turystyczno-kulturoznawcze. Wydał dwa popularne przewodniki w jednym z największych polskich wydawnictw turystycznych. Podpisał umowy na trzy kolejne książki. Daje radę wyżyć ze swojej pasji i nie chce wracać pod skrzydła korporacyjne. Mówi, że tak dużo zdrowiej. – Słuchałem Radiostacji i wszedłem na forum. Cieszyło mnie, że takie tłumione i półamatorskie zjawisko przekształca się w coś, co widziałem na Zachodzie. Pamiętam, że jesienią 1999 r. założyłem pierwszy temat:„Przyszłość Radiostacji”. Wywołałem furię, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]