POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 10 (10) z dnia 2013-12-04; Pomocnik Historyczny. Stany Zjednoczone Ameryki; s. 3

Jerzy BaczyńskiLeszek Będkowski

Wuj Sam z dalekiego kraju

Dzisiejsi apologeci Stanów Zjednoczonych widzą w nich światowego szeryfa; krytycy – żandarma. Z obu perspektyw aż trudno uwierzyć, że połowę swego dotychczasowego istnienia państwo to nie chciało z tym światem mieć wiele wspólnego!

Do końca XIX w. Państwa Zjednoczone (bo tak się ten nowy kraj w Nowym Świecie nazwał) koncentrowały uwagę na sobie, budując nową cywilizację, święcie przekonane o swej dziejowej misji wyrażanej ideą Widomego Przeznaczenia. W dziele tym bardzo chciały się różnić nie tylko od byłej metropolii, Wielkiej Brytanii, ale w ogóle od Europy. Owszem, brały stamtąd idee (oświeceniowe, rewolucyjne, ustrojowe), ale realizowały je z neofickim samozaparciem. Na przykład długo obawiały się silnej władzy centralnej, więc przez całe dziesięciolecia nie godziły się na utrzymywanie silnej armii federalnej. Do Europy (z której wyszli koloniści) Stany Zjednoczone wróciły dopiero podczas Wielkiej Wojny (1914–18) – i wtedy ujawniły światu swoją potęgę.

O tym, jak rodziła się ta potęga – niejako z&...