POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 46 (2167) z dnia 1998-11-14; s. 15

Wydarzenia

Tomasz Zalewski

Wybiera środek

Zgodnie z wiedzą politologów partia rządząca w Białym Domu powinna przegrać wybory parlamentarne w połowie kampanii prezydenckiej, bo zawsze przegrywa. Toteż bardzo dobry rezultat Demokratów w wyborach uzupełniających do Kongresu to nie lada wyczyn; sytuacja tej partii - w związku z miłosnym skandalem prezydenta Clintona - była wyjątkowo trudna. A może zmienili się wyborcy?

Po publikacji raportu prokuratora Kennetha Starra oczekiwano, że Demokraci poniosą w wyborach klęskę. W atakowaniu Clintona Republikanie przebrali jednak miarę, wykazując zadziwiającą głuchotę na głos społeczeństwa, które szybko miało dość pomiatania prezydentem. Na tydzień przed głosowaniem Grand Old Party, jak określa się Republikanów, nadała w telewizji ogłoszenia przypominające, że Clinton kłamał. Zmobilizowało to tylko najbardziej lojalny elektorat Demokratów - Afroamerykanów i członków związków zawodowych, którzy tłumnie stawili się w lokalach wyborczych i przeważyli szalę.

Porażka Republikanów rozwiała ich nadzieje na sparaliżowanie prezydentury Clintona. Republikańscy członkowie Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów, gdzie 19 listopada rozpoczną się przesłuchania w sprawie impeachmentu (pozbawienia stanowiska), gorączkowo zastanawiają się teraz, jak wybrnąć ze ślepej uliczki. Po zwycięstwie Demokraci pogodzili się z Clintonem i nie opuszczą go w potrzebie. Republikanie, mimo posiadania większości w Izbie, nie zdecydują się na samobójczy krok uchwalenia artykułów impeachmentu wyłącznie swoimi głosami. Gorączkowo zmierzają wię...