POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 86-88

Świat

Tomasz Zalewski

Wyczyścić i wytrzymać

Już niedługo prezydent Obama ogłosi, czy wyśle do Afganistanu kolejne 40 tys. wojsk. O to proszą go generałowie. Nie dając gwarancji, że to rozwiąże problem.

Przed podobnym dylematem stał 45 lat temu inny demokratyczny prezydent Lyndon B. Johnson, który za namową doradców zdecydował się na eskalację wojny w Wietnamie. Co było dalej, wiadomo. Czy obecna wojna musi się tak samo źle skończyć?

Sytuacja w Afganistanie pogarsza się od kilku lat, za co ekipa Obamy obwinia prezydenta Busha – pakując się w wojnę z Irakiem zaniedbał on kraj, w którym Al-Kaida znalazła azyl. Już w kampanii wyborczej Obama zapowiadał przerzucenie sił do Afganistanu, a po objęciu władzy nazwał operację afgańską „wojną nie z wyboru, a z konieczności”. Jednak Osama ibn Laden, jego zastępca Al-Zawahiri, a nawet przywódcy afgańskich talibów ukrywają się dziś w Pakistanie. Miejscowi islamiści także przystąpili do ofensywy. Liczący ponad 170 mln ludności i uzbrojony w broń nuklearną Pakistan to inny front tej samej wojny. Nie ma tam wojsk USA, tylko amerykańska broń i dolary, ale problem jest jeden: to Afganistan-Pakistan, w skrócie: AfPak.

W dwa miesiące po wprowadzeniu się do ...