POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 21 (3161) z dnia 2018-05-23; s. 47-49

Świat

Artur Domosławski

Wygnańcy z petroraju

To nie z powodu wyborów prezydenckich świat patrzy dziś na Wenezuelę. Takiego exodusu ludności Ameryka Łacińska nie widziała co najmniej od czasów zimnej wojny.

To już nie głęboki kryzys, lecz polityczna, gospodarcza i humanitarna katastrofa. Według danych ONZ każdego dnia od początku roku z kiedyś 31-milionowej Wenezueli wyjeżdża 5 tys. mieszkańców. Jeśli ta tendencja się utrzyma, do końca roku wyjedzie 1,8 mln, więc łącznie z tymi, którzy opuścili kraj w ostatnich kilku latach, diaspora sięgnie prawie 3,5 mln ludzi. Tłok na przejściach granicznych przywodzi na myśl falę uchodźców z Syrii, Iraku, Afryki i Azji, którzy docierają do granic Europy. Jest tu jednak istotna różnica: Wenezuelczycy nie ryzykują przeprawy przez morze. Jadą samochodami, autobusami bądź idą pieszo na zachód – w stronę Kolumbii, i na południe – do Brazylii.

1

Jeszcze do niedawna przekroczenie granicy nie stanowiło problemu, ale od kiedy tysiące Wenezuelczyków zaczęły zaludniać ulice, parki i skwery przygranicznych miast, m.in. kolumbijskiej Cucuty, rząd tego kraju zawiesił wydawanie tymczasowych wiz. Migranci nie przestali napływać, tyle że teraz wielu przekracza granicę nielegalnie. Rozkwita przemyt ludzi, którzy za pieniądze ...