POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 1 (3192) z dnia 2019-01-02; s. 28-30

Polityka / Ludzie Roku

Rafał Kalukin

Wyjadacz orzeszków

Włodzimierz Czarzasty najchętniej widziałby kandydatów SLD na wspólnych listach całej opozycji. Ale do negocjacyjnego pokera z Grzegorzem Schetyną zasiądzie, trzymając w ręku wachlarz alternatywnych scenariuszy. Niektóre mogą się okazać zaskakujące.

Trzy lata temu obejmował masę upadłościową. Wydawało się, że wyrzucone właśnie z Sejmu SLD czeka już tylko miejsce na śmietniku historii politycznej III RP. Dawno minęły dni chwały tej wielkiej niegdyś formacji. Otwierała się przestrzeń dla innej lewicy. Tej autentycznej, lepiej urodzonej, uczciwszej.

Któż nadawał się lepiej na likwidatora lewicy postkomunistycznej, jak nie Włodzimierz Czarzasty? Uosabiał wszystkie jej cechy. Uchodził za skrajnego pragmatyka, a mówiąc wprost – cynika. Po Kwaśniewskim dziedziczył specyficzny sznyt młodzieżowego działacza ze schyłkowego PRL. To byli inteligentni faceci, mocno rozrywkowi, nieco knajaccy w obyciu. Trzymający się razem głównie po to, aby lekko przejść przez życie. Bez wymagających dystynkcji, ale i bez kompleksów. W swoim życiu Czarzasty przeczytał pewnie więcej niż niejeden etosowy warszawski inteligent. Ale zamiast inteligencko się puszyć, wolał na tych książkach zarabiać. Skądinąd rozkręcone przez niego w latach 90. wydawnictwo Muza idealnie podpadało pod kategorię uwłaszczonej nomenklatury.

Od Millera wziął przekonanie, że w polityce trzeba być twardym, nie wstydzić się życiorysu i nie ...