POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 23 (2301) z dnia 2001-06-09; s. 47-48

Świat

Andrzej Lubowski

Wyścig obłudników

Ameryka wśród największych trucicieli środowiska

W batalii o Biały Dom George Bush deklarował, że jako prezydent ograniczy emisje szkodliwych gazów przemysłowych. Jeszcze na początku marca szef amerykańskiej Agencji do spraw Ochrony Środowiska Christie Whitman przekonywała opinię publiczną o nieugiętej woli nowego prezydenta, aby dotrzymać obietnic składanych w kampanii wyborczej. Skąd zatem ten nagły zwrot?

Na Ziemi robi się coraz cieplej. Przyśpieszone parowanie na niektórych terenach prowadzi do przewlekłej suszy. W ciągu tego stulecia poziom mórz podniesie się od 15 do 90 centymetrów. Jeśli będzie to pół metra, to liczba ludzi narażonych na katastrofalne sztormy podwoi się z 45 do 90 mln. Wyższa temperatura zwiększa prawdopodobieństwo fali upałów (takich jakie w 1995 r. spowodowały śmierć ponad 400 osób w Chicago), potęguje alergie i sprzyja szerzeniu się chorób, które lubią ciepło. Do 2100 r. liczba zachorowań na malarię zwiększy się o 50–80 mln. A winę za to wszystko ponosimy my sami, bez opamiętania trując naturę skutkami naszych działań.

Taką ponurą wizję przedstawiła 3 lata temu Kongresowi Stanów Zjednoczonych ekipa prezydenta Clintona, oferując protokoł z Kyoto jako rozsądną polisę ubezpieczeniową przeciwko dramatycznym i nieodwracalnym skutkom zmian klimatu.

Umowa podpisana w 1997 r. przez ponad sto państw, w tym USA, zobowiązuje sygnatariuszy do obniżki do 2012 r. emisji gazów przemysłowych, głównie dwutlenku węgla, o 5,2 proc. ...