POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 34 (2155) z dnia 1998-08-22; s. 53

Gospodarka

Paweł Tarnowski

Wyścig portfeli

Giełda wegetuje, dolar do niedawna upadał, a banki obniżały oprocentowanie lokat. W tej sytuacji na atrakcyjności zyskały obligacje Skarbu Państwa, tak mało cenione po zniesieniu ulg podatkowych. Niektóre serie obligacji stały się finansowym hitem sezonu i błyskawicznie zniknęły z rynku.

Źródeł obecnej popularności rządowych obligacji trzeba szukać jeszcze w ubiegłym roku. Jak wiadomo, od 15 września do 19 grudnia Narodowy Bank Polski przyjmował od nas lokaty na bardzo atrakcyjnych warunkach. Za 9-miesięczny depozyt płacił 22,5 proc. w skali rocznej. W nielicznych salach operacyjnych ustawiały się gigantyczne kolejki, pojawiły się listy społeczne. Do kasy NBP prawie 400 tysięcy osób wpłaciło 3,6 miliarda złotych. Obecnie stopniowo odbierają je wraz z odsetkami, które wyniosły 500 milionów złotych.

Powstaje teraz pytanie, co robić z tym kapitałem. NBP nowych lokat już nie przyjmuje. Znowelizowana ustawa zakazuje mu tego rodzaju operacji. Jedni powiadają, że to dobrze, bo przyjmowanie drobnych depozytów nie licuje z powagą i podstawowymi zadaniami banku centralnego. Inni wskazują, że w ten sposób bankom komercyjnym ubył po prostu konkurent. Zmalały też możliwości wpływania na ich zachowania na rynku.

Inwestorom pozostaje giełda, wstrząsana jednak nieustannymi minikryzysami, których źródła są przede wszystkim w Azji i na Wall Street. Są wreszcie depozyty bankowe. Ale i tu w lipcu pojawił się kłopot. Rada Polityki Pieniężnej obniż...