POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 32 (2153) z dnia 1998-08-08; s. 67

Społeczeństwo

Tadeusz Olszański

Wyścig sterydów

Sport przekroczył granice ludzkich możliwości. Ustanawianie nowych rekordów świata czy też przejechanie na rowerze kilku tysięcy kilometrów, w tym alpejskich etapów Tour de France, jest niemożliwe bez farmakologicznego dopingu. Udowodniły to wpadki kolarzy dwóch zawodowych grup podczas tegorocznego wyścigu dookoła Francji oraz niemal w tym samym czasie amerykańskich lekkoatletów podczas Igrzysk Dobrej Woli w Nowym Jorku. Tym większy szok wywołała wypowiedź przewodniczącego MKOl Juan Antonio Samarancha, który zapowiedział liberalizację przepisów antydopingowych. Czyżby sport ugiął się przed dopingiem?

Na dwa dni przed rozpoczęciem obecnego Tour de France, na małym przejściu granicznym przy lokalnej drodze w Neuville-en-Ferrain, został zatrzymany samochód kolarskiej ekipy szwajcarskiej firmy Festina produkującej zegarki. Celnicy znaleźli w nim ponad 400 ampułek zabronionego środka EPO. Kierowca i zarazem masażysta ekipy sypnął na całego i oświadczył, że nie po raz pierwszy wozi środki dopingujące na polecenie kierownictwa ekipy. Od tego momentu wyścig dookoła Francji zaczął się rozgrywać nie tylko na szosach, ale i w komisariatach oraz salach sądowych Francji. Aresztowano, przesłuchiwano i wypuszczano kolarzy oraz menedżerów wycofanej natychmiast ekipy Festiny i holenderskiej TVM. Policja dokonywała nalotów na hotele, gdzie nocowali kolarze. Wyścig, łącznie ze spacerowym etapem zamienionym w solidarnościowy strajk kolarzy, stał się parodią.

Rekordzista świata w pchnięciu kulą i mistrz olimpijski z Atlanty, Amerykanin Randy Barnes, okazał się recydywistą i znów został przyłapany na stosowaniu dopingu. Poprzednio było to cztery lata temu. Ledwo się z rocznej dyskwalifikacji wykaraskał, wygrał olimpiadę i znów wstyd. Specjaliści twierdzą, że nawrócenie się tego atlety, obietnice, że nie będzie stosował dopingu, ...