POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 12 (3001) z dnia 2015-03-18; s. 52-54

Świat

Ziemowit Szczerek

Wyspa Krym

#krymnash – takim triumfalnym hasztagiem w rosyjskim internecie opatrywano rok temu informacje na temat przyłączenia półwyspu do Rosji. Teraz coraz częściej hasztag ten towarzyszy newsom mniej triumfalnym i nabiera ironicznego kontekstu. Bo okej, #krymnash, ale co dalej?

Niedługo po aneksji Krymu w centrum Sewastopola wymalowano wielki mural, na całą ścianę poradzieckiego bloku: kremlowskie wieże, przed wieżami – złotego zboża łan. Przez zboże idzie Putin: wojskowa furażerka, pasiasta wojskowa tielniaszka. Prezydent przeciska się między oknami i klimatyzatorami. Mural trwał sobie w najlepsze nietknięty całą wiosnę, lato, jesień, zdążył stać się jednym z symboli „powrotu Krymu do macierzy”, aż tu pod koniec lutego ktoś przejechał prezydentowi przez oczy białą farbą. Lokalna stacja telewizyjna potępiła wandali, ale przy okazji reporterzy poszli w lud i zapytali, czy mieszkańcy Krymu mają jakieś powody do niezadowolenia z rosyjskich porządków. Bo przecież bez powodu nikt po oczach prezydentowi nie maże.

– Nasza władza w ogóle nic nie widzi – mówiła im do mikrofonu jakaś pani w czarnym futrze. – Za Ukrainy było różnie, ale teraz to już jest pełen burdel.

– Żyć się nie da – żaliła się inna pani, tym razem w futrze białym. – Nie o to chodzi, żeby niczego sobie nie odmawiać, ale żeby choć od początku miesiąca do końca ...