POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 26 (3166) z dnia 2018-06-27; s. 92-97

Na własne oczy

Ziemowit Szczerek

Wyspa Soczi

Soczi szczęścia naszym nie przyniosło. Ale to miejsce odlotowe, nadmorska Moskwa – można powiedzieć. Kolonia Moskwy nad Morzem Czarnym.

W Moskwie, czekając na lotnisku na samolot do Soczi, patrzyłem, jak ekipa podpitych polskich kibiców wraca z młócki, którą polska reprezentacja dostała od Senegalu. Przechodzili przez bramki kontroli w nastrojach zawadiackich. Żartowali ponuro z wpuszczającą ich policjantką, wołali „ruki wwierch”, szturchali się wzajemnie łobuzersko, i jeden pokazywał drugiego, wołając: „Arrest him! Arrest him!”. Jeden z kibiców udawał, że chce obłapiać policjantkę. Czekałem, kiedy naprawdę ich aresztują, ale nic takiego się nie stało. Jest mundial, Rosja pokazuje przyjazną twarz, i tylko policjantka w wymuszony sposób szczerzyła zęby.

W Soczi, gdy tylko wysiadłem w centrum miasta, kiwnęło na mnie palcem dwóch mundurowych. A skąd, a po co, na futbol, tak? A czemu akurat do Soczi? – Bo tu jest nasza drużyna! – odpowiedziałem dumnie. – Tak? – zdziwili się.

Rzeczywiście – nic na to nie wskazywało. W Swietłogorsku, w obwodzie kaliningradzkim, gdzie stacjonowali Serbowie – na słupach wisiały plakaty z serbską flagą, z napisem „dobrodosli”, witające ...