POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 26 (2251) z dnia 2000-06-24; s. 44-45

Świat

Grzegorz Dobiecki

Wyspa zamachów

Sri Lanka: Tamilskie Tygrysy nie mogą ani ustąpić, ani wygrać

Po dwudziestu jeden zabitych pozostały głównie buty. Niektóre ze stopami wewnątrz. Trudno ustalać tożsamość ofiar zamachu na podstawie obuwia; gdy chodzi o sprawcę tej masakry, policja winna mieć bardziej ułatwione zadanie. Udało się bowiem odnaleźć jego urwaną głowę. Głowa należała najpewniej do jednego z Czarnych Tygrysów, samobójczych wybrańców Velupillai’a Prabakharana, szefa Tygrysów Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE).

W Colombo wieść niesie, że w przeddzień zamachu, którego ma dokonać wyznaczony na ochotnika kamikadze, Prabakharan podejmuje go wystawną kolacją. Następnie żywa bomba otrzymuje specjalny strój nafaszerowany materiałem wybuchowym i zaopatrzony w dwa zapalniki. Zegarowy mechanizm tego pierwszego jest ustawiony na konkretną godzinę; jeśli cel zamachu okazuje się nieosiągalny, kamikadze ma prawo zrezygnować z akcji i zdjąć śmiercionośne ubranie w ustronnym miejscu. Tam zniszczy się ono samoczynnie, nie pozostawiając śladów nieudanej operacji. Drugi zapalnik ma służyć do natychmiastowego odpalenia ładunków ukrytych pod obszernym strojem.

Tak to się zapewne odbyło 7 czerwca, w Dniu Bohatera, na przedmieściu Colombo. Święto miało być tym razem szczególnie podniosłe, bo Bohaterowie – czyli żołnierze trwającej od prawie 30 lat wojny domowej, która pochłonęła już 60 tys. ofiar – odnieśli ostatnio pewne sukcesy w bojach z tamilską rebelią na północy Sri Lanki, na półwyspie Dżafna. Sukcesy to może zbyt mocno powiedziane; nie ponieśli poważniejszych strat, obronili pozycje, które – zdawało się – LTTE już odbijała. Minister C.V. Gooneratne wraz z małżonką przybył na spotkanie z ...