POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 37 (2418) z dnia 2003-09-13; s. 28-32

Kraj / Puste elewatory

Igor T. Miecik

Wywrotka posła Bondy

Nazywa się Bonda. Ryszard Bonda. Prawdopodobnie wkrótce straci immunitet. Kim jest? Oszustem na wielką skalę? Narzędziem w rękach znacznie potężniejszych kombinatorów? Czy tylko biznesowym samorodkiem, którego wywróciła skala jego własnych interesów?

Wszyscy jego znajomi są zgodni: Program Samoobrony to on miał w d... To po co został posłem? Odpowiedzi padają różne: po to, by zyskać immunitet, z próżności, dla szpanu, bo miało to pomóc w interesach.

Ni cholery nie pomogło – kwituje Ryszard Bonda, a potem długo myśli nad własną odpowiedzią. Wyłącza komórkę, wyjmuje z niej baterię, otwiera piwo, nalewa sobie szklaneczkę, chrząka, reguluje klimatyzację w pokoju hotelu sejmowego, drapie się w głowę, patrzy w sufit i w końcu wypala: – A bo ja wiem? Lepper powiedział: może byś został, to zostałem. Od kiedy jestem w Sejmie, wszystko jest gorzej. Interesy się sypią. Prokuratura naciska. Banki się usztywniły. Różni tacy teraz powyłazili, chcą nie wiadomo czego. Mówią: daj to, zrób tamto, bo inaczej pójdziemy do telewizji, przyjedziemy z kamerą, hałasu narobimy.

Bonda ma prosty język i bezpośredni sposób bycia, potrafi paradować po hotelu sejmowym w ...