POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 60-61

Historia

Adam Kożuchowski

Wyższa zasada nienawiści

Pierwsza wojna zaczęła się tak jak druga – w trakcie wakacyjnych upałów. I tak jak wojny poprzedniego stulecia – od wymiany stosownych not między panami we frakach.

Stefan Zweig, austriacki powieściopisarz, frankofil i jeden z niewielu pacyfistów owej epoki, spędzał właśnie urlop w Belgii. Powagę sytuacji zrozumiał dopiero w chwili, gdy na nadmorskiej promenadzie zobaczył zmobilizowanych Belgów i ich karabiny maszynowe – a był to wówczas bardzo ciężki sprzęt – ciągnięte przez psy. Nie było mu do śmiechu: wraz z innymi turystami z państw, które z dnia na dzień stały się tzw. państwami centralnymi, zdążył jeszcze na pociąg do Niemiec. Tej wojny, której potem się wypierano, w istocie chciały wszystkie strony. Cała Francja żyła pragnieniem odzyskania Alzacji i Lotaryngii, utraconych w 1871 r. na rzecz Niemiec. Niemcy natomiast domagali się „swojego miejsca pod słońcem”; obejmowało ono wiele brytyjskich i francuskich kolonii, praktycznie całą Europę Środkową oraz Ukrainę i ewentualnie państwa nadbałtyckie.

Przede wszystkim jednak Niemców zżerało pragnienie, aby stać się najpotężniejszymi na świecie. Od zjednoczenia ich ojczyzny przez Bismarcka niemiecka gospodarka, technika i nauka prześcignęły wszystkie kraje ...