POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 16-19

Historia, filozofia, religia

Michał Cyprian Kacprzak

Względy natury

Jak filozofia tłumaczy różnicę między sztucznym a naturalnym?

Bóg jest dobry i wszechmocny, nie może być źródłem zła – mówi porządek chrześcijański, jedno z wielu źródeł ustalenia linii demarkacyjnej między tym, co sztuczne i naturalne. A jednak zło istnieje. Unde malum? Skąd się bierze – zapytywali więc uczeni teologowie. I znajdowali odpowiedź: to człowiek jest jego źródłem, bo łamie przyrodzony porządek natury. Pycha dumnego człowieka zostanie jednak ukarana, sztuczne twory na pewno obrócą się przeciwko niemu grzesznemu.

Z dowolnej popularnej publikacji z zakresu historii medycyny można dowiedzieć się o przerażających, żałosnych, a czasami tylko zabawnych praktykach, które podejmowali lekarze aż do XIX w., często pogarszając stan zdrowia pacjenta. Nie próbujmy poprawiać natury, bo to źle się kończy! – zdaje się więc uczyć historia. Nienaturalne działania człowieka, lub naturze przeciwne, są złe, gdyż przynoszą opłakane rezultaty. Natura się mści, przyroda się buntuje! – mawiają ludzie w takich sytuacjach. Pomija się jednak oczywiste dobrodziejstwa sztuczności, które dzisiaj otaczają człowieka zewsząd – od plomb w zębach, poprzez ubiór, na elektronicznych gadżetach i cyberprotezach kończąc. Wszystko to dzieje się przecież wbrew naturze, nie rośnie (póki co!) na drzewach.

Niekiedy człowiek zwykł też zakładać, że jeżeli coś jest naturalne w sensie stworzenia przez ewolucję, to musi być optymalne. Tak jednak nie jest. Mnóstwo rozwiązań ewolucyjnych miało charakter doraźny i daleko odbiega od optimum. Tak jest choćby z krztuszeniem się, które co roku doprowadza do śmierci kilka tysięcy osób. To wynik krzyżowania się układu oddechowego z pokarmowym, dziedzictwo po wodnych przodkach Homo sapiens. Być może więc tak ubóstwiana przez wielu, przynajmniej od czasów stoicyzmu, natura jest tylko wyrodną matką, która wydaje potomstwo na świat, aby zaraz je porzucić? Interesuje się nim jedynie do czasu, kiedy nabierze sił, aby mogło przekazać pałeczkę genów w sztafecie pokoleń?

Przywiązanie do natury i „naturalnego” może też wynikać z biernego fatalizmu i narcystycznego samouwielbienia, które niegdyś kazało nam postrzegać Ziemię jako centrum wszechświata. Ciekawie opisał to Stanisław Lem w jednej z filozoficznych bajek w „Cyberiadzie”, gdzie Kontemplator Bytu Szczęsny – tytułowe Kobyszczę – zachwyca się finezją swojej konstrukcji, podczas gdy jest ona w istocie wynikiem dosyć przypadkowej improwizacji konstruktora.

Urodzony w drugiej połowie XIX w. niemiecki fenomenolog Max Scheler zauważył, że wiele sporów w filozofii wzięło się z niedodefiniowania pojęć.

Na czym więc polega różnica między naturalnym i sztucznym? To kwestia arbitralnie przyjętej konwencji, wynik społecznego konsensu.

Ryzyko w określeniu

Można na przykład uznać, że naturalne są istoty żywe, takie, które spontanicznie się rodzą, albo to, co nie podlega interwencji człowieka. Każde z tych stwierdzeń jest ryzykowne i ma swoje wady. Jeżeli naturalne jest to, co żywe, to minerały naturalne nie będą, ale przecież leżących w górach kamieni czy samych gór nikt sztucznymi nie nazwie. Jeżeli naturalne narodziny będą wyznacznikiem, to sztucznym stanie się dziecko zrodzone dzięki cesarskiemu cięciu. A co ze stopniem ludzkiej interwencji? Sztucznym musielibyśmy nazwać w zasadzie wszystko, co dziś istnieje na Ziemi, bo w jakiś sposób podlega wpływom człowieka lub jest jego wytworem.

W innym ujęciu dotyczącym rozgraniczenia między sztucznym i naturalnym granica przebiega między żywym a martwym. Ale i tutaj rodzą się wątpliwości. Żywy organizm może być np. wynikiem nienaturalnego, sztucznego procesu – jak klonowane zwierzęta czy osoby posiadające laboratoryjnie wyhodowane organy. Niektóre muszą być nawet podtrzymywane przez specjalistyczną, oczywiście sztuczną, aparaturę. Czy takie organizmy nazwiemy naturalnymi? A co z organizmami transgenicznymi? Może więc należałoby tutaj jeszcze dodać kryterium spontanicznej, biologicznej replikacji? Wtedy jednak sztucznymi okazałyby się np. dzieci poczęte metodą in vitro, co wydaje się niedorzeczne.

Podział na to, co sztuczne i co naturalne, wymyka się także ścisłym definicjom terminologicznym. Wydaje się na przykład jasne, że nerka wykonana z materiałów syntetycznych jest czymś nienaturalnym. A jednak dla wielu człowiek ją posiadający będzie sam w sobie bardziej naturalny niż osoba z podobnym organem przeszczepionym od kogoś innego, zatem bez syntetycznych elementów. Poza tym proteza, zwłaszcza ręki czy nogi, wydaje się czymś niemal naturalnym, zgodnym z porządkiem przyrody, od wieków bowiem ludzie w razie potrzeby zastępowali niektóre elementy swojego ciała (s. 60).

Dodatkową komplikacją jest to, że nazywanie czegoś naturalnym lub sztucznym nie zawsze jest neutralne światopoglądowo. Ma raczej charakter performatywny – spełnia nie tylko funkcję informacyjną, lecz jest działaniem mającym na celu kształtowanie rzeczywistości. Ludzie nazywają coś sztucznym, a więc przeciwnym naturze np. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]