POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 23 (2353) z dnia 2002-06-08; s. 96-97

Społeczeństwo / Ludzie

Piotr Pytlakowski  [wsp.]Joanna Solska A.G.

W złym towarzystwie

Prezes Jamroży mający siłę kreowania ministrów skarlał do rozmiarów pospolitego przestępcy

Jedenaście miesięcy po zatrzymaniu Grzegorza Wieczerzaka do aresztu trafił jego były szef Władysław Jamroży, również pod zarzutem działania na szkodę Grupy PZU. Wcześniej osadzono członków zarządu spółki zależnej, czyli PZU Development. Zarówno grono zatrzymanych, jak i wypowiedzi prokuratora wskazują, że prowadzący śledztwo skupili się tylko na wątku handlu nieruchomościami. Znaczy to, że w rozsupływaniu afery PZU, w której szkody szacowano na 160–200 mln zł, po prawie roku nie znaleźliśmy się nawet na półmetku.

Wątki, które wydają się najciekawsze, czyli związki szefów PZU z politykami, jacy rozpięli nad nimi parasol bezkarności, pozostają nierozwikłane. Jamrożemu prokuratura zarzuca narażenie PZU na straty szacowane na ok. 7,7 mln zł. Na razie nikt nie formułuje wprost oskarżenia o zagarnięcie mienia, kradzież czy oszustwo. Mówi się tylko o braku nadzoru, ale i tak za tego rodzaju czyn grozi Jamrożemu do 10 lat pozbawienia wolności.

Koledzy w areszcie

Spójrzmy na towarzystwo, w jakim znalazł się w areszcie. Nad dotarciem do Janusza i Romana W. policja nie musiała się zbytnio natrudzić. Ich nazwiska widniały już w tajnym raporcie Deloitte&Touche, w którym ta znana firma audytorska wskazywała transakcje PZU budzące jej zdumienie.

Ze śledztwa wynika, że bracia W. znali Władysława Jamrożego jeszcze z Polanicy, gdzie ten pracował jako lekarz pediatra. Zapewne dzięki temu zostali oni zatrudnieni w PZU Development, choć jak twierdzi prokuratura, nie mieli żadnych doświadczeń w handlu nieruchomościami. Jeden z braci ukończył ...

Tak się zaczęło

A.G.

Jak to się stało, że młody lekarz z Polanicy zasiadł w fotelu prezesa największej polskiej instytucji finansowej? Tłumaczy się to zwykle poparciem Romana Fulneczka, związanego z PSL szefa wrocławskiego oddziału PZU. To on awansował Jamrożego, a kiedy sam został prezesem całego PZU, ściągnął go do Warszawy powierzając stanowisko szefa spółki zależnej PZU Życie. W rzeczywistości jednak swą karierę Jamroży w większym stopniu zawdzięcza dwóm osobom związanym z SLD: Janowi Monkiewiczowi i Grzegorzowi Kołodce. Ten pierwszy został po Fulneczku prezesem PZU, a więc, formalnie rzecz biorąc, zwierzchnikiem Jamrożego. Latem 1997 r. polecił mu, by korzystając z funduszy PZU Życie, wykupił nakład książki ówczesnego wicepremiera i ministra finansów Grzegorza Kołodki. Jamroży zorientował się, że los podsuwa mu wyjątkową okazję. Odmówił wykonania polecenia, a sprawę wykorzystywania funduszy państwowej firmy ubezpieczeniowej do koleżeńskich usług (Monkiewicz był doradcą Kołodki) nagłośnił w mediach. Jednocześnie poszukał politycznego poparcia u senatorów Solidarności, dla których natychmiast stał się bohaterem. To wtedy narodziła się przyjaźń z senatorem Andrzejem Chronowskim, przyszłym wicemarszałkiem Senatu i ministrem skarbu.

Książkowy bunt sprawił, że Jamroży stracił stanowisko, zyskał za to o wiele więcej: cennych przyjaciół. To były już ostatnie tygodnie rządów koalicji SLD-PSL, za chwilę miała ją zastąpić nowa ekipa AWS-UW i z nią Jamroży wiązał swoje plany. Wrócił do PZU w grudniu 1997 r. i to już nie do PZU Życie, lecz na zwolniony przez Monkiewicza fotel prezesa. Firma była w kiepskiej kondycji, ponosiła straty, była niedokapitalizowana, wisiało nad nią widmo zarządu komisarycznego. Jamroży wymógł na ministrze skarbu, by ten dokapitalizował PZU przekazując mu pakiet akcji Banku Handlowego. Przeprowadził też szereg posunięć, które sprawiły, że sytuacja ekonomiczna PZU zaczęła się szybko poprawiać. Potwierdzał tym swoją biznesową charyzmę i rozszerzał polityczne wpływy. Na czele PZU Życie postawił Grzegorza Wieczerzaka, młodego finansistę, a z wykształcenia, przypadkowo, również lekarza. Związali się na dobre i złe. Wspólnie kierowali PZU, wspólnie obmyślali i realizowali rozmaite przedsięwzięcia biznesowe. Umożliwiała im to potęga finansowa instytucji, którymi kierowali, i mocne wpływy. Współpracownicy twierdzą, że mózgiem był Jamroży, wykonawcą Wieczerzak.

A.G.