POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 22 (2606) z dnia 2007-06-02; s. 104-106

Ludzie / Obyczaje

Cezary Łazarewicz

Z komina wi ęcej widać

Spółdzielnia pracy Świetlik, podobnie jak uniwersytet Harvard, kształciła przyszłe elity kraju. Z tą różnicą, że w Ameryce odbywało się to w aulach uniwersyteckich, a w Polsce na kominach.

Choć od powstania spółdzielni minęło prawie ćwierć wieku, to Donald Tusk uważa, że właśnie tam trzeba szukać korzeni dzisiejszej Platformy Obywatelskiej. – W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Platforma jest ostatnim dzieckiem spółdzielni pracy Świetlik – mówi. – Jeśli razem z Maciejem Płażyńskim mogliśmy założyć partię, to również dlatego, że mieliśmy do siebie ugruntowane zaufanie, które wynieśliśmy ze Świetlika.

Podobne doświadczenia wyniosło z tej małej gdańskiej firmy kilku ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, prezes telewizji publicznej, kilku posłów, senatorów, pisarzy i jeden milioner. Wszyscy, którzy w latach 80. zatrudnieni tam byli na etatach malarzy. – Bo jak człowiek wisi z kimś na jednej lince, to musi mieć bezgraniczne zaufanie – mówi Jerzy Hall, jeden z założycieli Świetlika, a obecnie radny PO w Sopocie. – I te więzy z przeszłości są czasem silniejsze niż dzisiejsze podziały polityczne.

Świetlik, czyli sposób na życie