POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 15 (2700) z dnia 2009-04-11; s. 116-118

Ludzie i obyczaje

Joanna Cieśla

Z logo na pomoc

Polacy są ofiarni, ale w systematyczną dobroczynność z roku na rok angażuje się coraz mniej osób. Nieufnym Polakom trudno uwierzyć, że w modnym na świecie wolontariacie pracowniczym można połączyć własną dobroć z dobrem firmy.

Krzysztof Kaczmar, dyrektor Fundacji Kronenberga wspierającej organizacyjnie działalność charytatywną banku Citi Handlowego, do rozkręcania wolontariatu w swojej firmie robił trzy podejścia. Najpierw, w 2004 r., zaczął współpracę z Fundacją dr. Clowna, która opiekuje się ciężko chorymi dziećmi. Po trzykrotnych anonsach w wewnętrznej gazetce zgłosiło się dwoje wolontariuszy. Poszli do szpitala raz. Emocje były zbyt silne, a oni nieprzygotowani. Potem, z Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli, chciał robić szkolenia z przedsiębiorczości. Skończyło się tak, że szkolił ubłagany przez Kaczmara kolega. W końcu dyrektor rozesłał do pracowników ankietę: kto chciałby coś robić, dla kogo i ile czasu mógłby poświęcić? Odpowiedziało bez mała 200 osób – że chcą się włączyć w wolontariat. Stworzono system elektroniczny, który przesyłał oferty z Centrum Wolontariatu i znajdowane przez samą Fundację, tak by pasowały do wskazanych w ankietach zainteresowań i możliwości. Ruszyło.

Drugi skok aktywności przyszedł w 2006 r., gdy prezesi banku poszli do szkół ...