POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 50 (2223) z dnia 1999-12-11; s. 58-59

Gospodarka

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Z pola na księżyc

Dzisiaj łatwiej wyprodukować, ale trudniej sprzedać - narzekają polscy rolnicy wobec coraz ostrzejszej konkurencji ze strony rolników unijnych. I zdają sobie sprawę ze swojej bezsiły: łatwiej zablokować szosę pod Bartoszycami, trudniej pod Brukselą. Rolnicy są jedyną grupą społeczną, która w większości opowiada się przeciw integracji europejskiej. Klasa najmniej socjalistyczna w PRL ma teraz najbardziej socjalistyczne ciągoty.

Nadszedł długo odwlekany moment, kiedy do stołu negocjacyjnego w Brukseli siadamy nad sprawami rolnictwa, najkosztowniejszego (obok ochrony środowiska) i najbardziej skomplikowanego społecznie z 31 obszarów tematycznych. Obiecywaliśmy przedstawić nasze stanowisko do końca listopada, z drobnym poślizgiem to by było w grudniu, ale wcześniej nastąpiło coś nieoczekiwanego: brukselscy korespondenci "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" wyłożyli na stół nasze karty negocjacyjne! Poznali je nie włamując się do sejfu ambasady, tylko rozmawiając z przedstawicielem naszego rządu.

Wszystko za wszystko

Jeden z korespondentów nazwał stanowisko naszego rządu blefem. Blef miał polegać na tym, że obiecujemy przyjąć wszystkie obowiązki, ale też domagamy się wszystkich korzyści, jakie zapewnia wspólna polityka rolna UE. W ciągu trzech lat mielibyśmy zbliżyć polską wieś do zachodnioeuropejskiej we wszelkich wymiernych dziedzinach: czystości obór, standardów rachunkowości, ochrony środowiska, koncentracji ziemi. W zamian nasi rolnicy dostawaliby z Brukseli dopłatę do każdej sprzedanej tony zboża, litra mleka, kilograma żywca - tak samo jak tamci.

Nasi ...