POLITYKA

Poniedziałek, 25 marca 2019

Polityka - nr 47 (3187) z dnia 2018-11-21; s. 34-35

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Z ziemi polskiej do wolski

Dzieci wyśpiewujące „Pazurka Dąbrowskiego” i przekręcone na wszelakie sposoby wersje hymnu w tramwajach, restauracjach i toaletach przy okazji 100 lat niepodległości to dobra metafora edukacji patriotyczno-obywatelskiej w Polsce.

Pomysł uczczenia 100-lecia odzyskania niepodległości wspólnym śpiewem w szkołach i przedszkolach – zasadniczo sympatyczny – nie dotyczył tylko hymnu państwowego. Popularność odzyskać miały także inne patriotyczne pieśni. – W tygodniu przed 11 listopada Bartka, wraz z całą klasą, poproszono na salę gimnastyczną – nagle, w trakcie lekcji plastyki – opowiada Ewelina, matka czwartoklasisty. Dzieci ustawiono przed ekranem, na którym z rzutnika wyświetlono tekst „Roty”, puszczono podkład muzyczny i kazano śpiewać. – Syn podniósł rękę i oświadczył, że nie zaśpiewa – kontynuuje Ewelina. – Ma kolegę z pochodzenia Niemca, więc „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” nie przejdzie mu przez usta. A poza tym jest niewierzący, więc „Tak nam dopomóż Bóg” też nie przejdzie. Ten kolega, z pochodzenia Niemiec, stał obok, chodzi do tej samej klasy. Również odmówił śpiewania. – Pomijam fakt, że ktoś w szkole mógł pomyśleć o uczuciach tego ucznia – Niemca, 10-latka. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby dzieci poznały „Rotę” jako pieśń historyczną, ale razem z historycznym kontekstem. A nikt się nie pofatygował, by go przy tej okazji przedstawić