POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 5 (2690) z dnia 2009-01-31; s. 72-75

Nauka / Środowisko

Wiktor Pawłowski

Za chlebem

Jeszcze niedawno o dokarmianiu ptaków w miastach nikt nie myślał, bo ich tu, poza nielicznymi gatunkami, nie było. Dziś coraz więcej oczekuje na chleb z ręki człowieka. Ale to sztuka umieć karmić ptaki!

Przeobrażenia krajobrazu, powodowane ociepleniem naturalnym i cywilizacyjnym, mają wpływ na migracje ptaków. Niektóre gatunki przerywają wędrówki w nowo powstałych zimowiskach. Podczas gdy niezamarzające wody przemysłowe i komunalne zwabiły m.in. mewy, kaczki i gawrony (fot. 1), to śpiewająca drobnica, jak np. kwiczoł (fot. 2), skorzystała na działalności ogrodników, znajdując w miękkich owocach ozdobnych bazę wyżywienia. Człowiek nawet na terenach miejskich i uprzemysłowionych osaczony został przez chmary ptasie. Zaczął te ptaki dokarmiać oraz pomagać im na inne sposoby, świadomie lub nieświadomie.

Chlebojady. Nic już teraz nie pomogą wołania przyrodników o zaprzestanie tej pomocy. Powstały nawet wyspecjalizowane grupy osobników żyjących głównie o chlebie i w niezamarzającej wodzie. Do chlebojadów możemy zaliczyć: bażanta, dzierlatkę, gawrona, gołębia miejskiego, grzywacza, różne kaczki, kawkę, kosa, kruka, krzyżówkę, kuropatwę, łabędzia, łyskę, mandarynkę, mazurka, sierpówkę (fot. 3), skowronka, sójkę, srokę, trznadla, wronę, wróbla i różne ziarnojady – czeczotkę, dzwońca, makolągwę, szczygła (fot. 4), śniegułę, ...